typnegatyvny blog

Twój nowy blog
                                                            To przez ten pierdolony sejm, senat i prezia podpisującego chyżo ustawy wszelakie.
                                                            To przez nich zabija nas biurokracja, urzędnicy są półbogami mogącymi zmiażdżyć szarego czlowieczka. To przez ICH decyzje państwo wysysa z nas ostatnie grosze. To przez NICH wszystko jest już zakazane i karane (azaliż nie dla NICH).
                                                            To ONI , oderwani od zwykłego życia, regulują ustawami nasze życie.
                                                            Ale to MY ICH wybieramy!
                                                            Jak bydło swego rzeźnika.
                                                            Wciąż i wciąż, uparcie zapominając o ICH chamstwie, obłudzie, głupocie i pogardzie dla NAS.
                                                            Przestańmy ICH w końcu wybierać! 
                                                            Wybierzmy wolność! Taką zwyczajną, ludzką.
                                                            Otóż w mieścinie mej były tego lata 3 koncerty. Darmowe, plenerowe, całkowicie różne i z innej półeczki. To co zaobserwowałem w swojej firmie, chyba odzwierciedla to, czym jest nasz ludek. 
                                                            No więc pierwsza grała Budka Suflera. Zespół – historia, coby nie mówić. Puszczana w radiu i znana ogólnie. Koncercik całkiem udany, ludzi dużo, ale z załogi było niewielu – choć kojarzyli i dyskutowali.
                                                            Druga, na otwarcie amfiteatru im. Grzegorza Ciechowskiego, grała Agressiva 69. Zespół genialny, rzadko koncertujący, ale mają autentyczny talent i niezły dorobek. I są bezsprzecznie oryginalni! Czasem puszczają ich w co poniektórych stacjach radiowych. Nikt z załogi nie wiedział, co to jest, na koncercie tłoku nie było.
                                                            W ostatnią sobotę grało disco polo. Z rozmów orientuję się, że byli chyba wszyscy. 
                                                            Chociaż tego w mediach raczej nie usłyszysz.
                                                            Nie ogarniam tego owczego pędu i lenistwa życiowego (bo w robocie to zaiwaniają jeden przez drugiego na złamanie karku!). To mi trochę uświadomiło, czemu żyjemy w takiej stagnacji, gdzie każdy jest pogodzony ze swoją rolą niewolnika.
                                                            Im się po prostu nie chce inaczej!
                                                            Ideologia fast foodów mi nie podchodzi – bo są zbyt fast. I zbyt tłoczne. Jak spać, to jak najdłużej. Na cholerę na przykład biegać wczesnym rankiem?! Znikąd – donikąd?!! Jak żyć, to jak najspokojniej. I tak dalej i dalej… Ludzie, którzy preferują życie w stylu fast (czyli – nie dożyć do emerytury), preferują też na ogół prysznice.                                             
                                                             A nie ma nic przyjemniejszego, niż jebnąć się w wannę na jakąś godzinę! Tak zwyczajnie poleżeć i się wymoczyć. Zwłaszcza w te parne dni. I pal licho te ceny wody! Za tę parę miłych chwil w tygodniu zapłacę, nawet odmawiając se jednego browara!
                                                            Lepiej jest być obsikanym, czy wymoczonym?
                                                            Lepsze jest jaccuzi na leżąco i w olejkach, czy sikawka na stojaka?
                                                            Odpowiedź jest prosta!
                                                            Ale fast food ludek tego nie pojmie – on czerpie przyjemność tam, gdzie dla innych się ona kończy…
Takie hasło widniało na reklamie lotto, u góry zaś waliła po oczach ogromna (dla zwykłego człeka) sumka.
Otóż wszystko się zazwyczaj na marzeniach kończy – o czym już nas żadna reklama nie poinformuje. Jak w lotku – jest paru zadowolonych (w tym jeden, czy dwóch oszołomionych sukcesem) i miliony zawiedzionych. Niestety w naszym, opanowanym przez hamerykański sposób myślenia świecie, ciągle się stymuluje wyścig szczurów, pokazując jednostki, którym się rzeczywiście powiodło. 
I szczury też tak chcą mieć! I biegną i gnają, w przekonaniu, że na mecie jest sukces! I idą stadami młodzi, ambitni, na te dziwne, televizyjne konkursy w stylu: tańcz, śpiewaj i pokaż talent. I tyrają dniami i nocami ku chwale korporacji i biorą kredyty i kupują na pokaz i „cieszą” się przez zaciśniete zęby, myśląc, że zaraz będzie lepiej!
Nie będzie…
To jak w zapłodnieniu: jajko zawsze wygrywa, ale z miliardów plemników tylko ten jeden osiąga cel.
Reszta ginie…

Badyl

Brak komentarzy
                                                            Pracuję z gostkiem xywą: Badyl. Badyl ma xywę odpowiadającą jego facjacie, postaci i umysłowi. Badyl jest ponad 20 letnim chłoptasiem, dobrym – naprawdę go lubię, azaliż Badyl mieszka na konkretnym zadupiu (znaczy w okolicach takiego miasta biskupiego – a to zadupie pełne debili i buraków). Dojeżdża tam i  w tę i we wtę dzień w dzień (oprócz oczywiście łikendów), z tego co się zorientowałem jakieś 2 godziny. My pracujemy po 12 godzin dziennie. Ot tak. DZIEŃ W DZIEŃ!!! Wystarczy, że zawiśnie na drzwiach szatni kartka: od poniedziałku od 6 do 18.
                                                            Witamy w państwie „”prawa”".
                                                            Dołączę 3 cudzysłów: państwo „”"prawa”"”.
                                                            Ale płacą. 
                                                            Więc Badyl zamieszkały na zadupiu, płaci grosze za mieszkanie, majątek wydaje w jedynym dostępnym sklepie spożywczym (azaliż sklep jest czynny do 20, więc i tak nie ma tam szansy cokolwiek kupić w „mormalny” dzień pracy). Trochę idzie mu na te codzienne podróże.
                                                            Reszty świata, poza kioskiem z bajerami na dworcu w moim – cokolwiek skromnym mieście – raczej chyba nie zna.
                                                            Tak więc Badyl jest gadżetomaniakiem. Ma ajpoda o pojemności miliona terrabajtów, supernóż i zna się na całej dostępnej ofercie tego kiosku (fakt – to jedyna miejscówa w okolicy, w której bez problemu mogę kupić gaz do wiatrówki i śrut). 
                                                            To co dla innych byłoby błogosławieństwem – czyli mieszkanie z dala od cywilizacji, dla niego jest przekleństwem.
                                                            Ale uparcie jeździ i zarabia…
                                                            Z okazji święta ( i wolnego dnia) . Za ten dzień jestem wdzięczny temu niewdzięcznemu państwu.  Tego dnia ongiś Polacy pokonali bolszewików (czyli Rosjan) i nazwano to cudem, chociaż cudowna to była jedynie kombinacja taktyki, wywiadu, strategii i waleczności, która do tego zwycięstwa doprowadziła.
                                                            A co do święta: nie ogarniam tej kobiety! A przede wszystkim tych, co ją tak namiętnie czczą!
                                                            Jak już kiedyś wspomniałem – jestem chrześcijaninem, nie marynistą i ważniejszy jest dla mnie On (chociażby przez Jego filozofię), niż tajemnicza i w sumie anonimowa Ona (która Go tylko urodziła – ktoś musiał to uczynić).
                                                            Smucą mnie jedynie te prymitywne umysły, które z uporem, na ołtarzu ustawiają Ją – niczym boginię. Jego stawiając ostrożnie z boku…
Przynajmniej jedna trzecia tego kraju jest wschodem. Nie dalekim, ani bliskim, ale takim umiarkowanym wschodem. Gdzieś tak do połowy XX wieku (czyli dość niedawno – ludzie już latali wtedy na xiężyc) cała ta kraina zawiślano/przyuralaska była pozbawiona dróg. Kolei. Przemysłu. Miast. I czegokolwiek, co stanowilo o nowoczesności. Za to masowo stawiano tam pegieery. Wcześniej na ich miejscu stały dwory. Co tylko jest kwestią przejścia z rzadkiej kultury i szmalu, na częste chamstwo i biedę. 
Kwestia proporcji.
Co nie zmienia faktu, że wszystko tam było ujebane w błocie od wieków.
Lasy, łąki, pola, bagna – taka jest Polska w swojej definicji. Tacy jesteśmy.
A z tych co udają miastowych – na przykład farszafka, to błoto wycieka w takich ilosciach, że bagna się chowają!

Oczywiście to państwo służy z uległością szczurom, pluskwom i świniom. Służba ludziom już się państwu nie opłaca. Więc to człowiek jest traktowany przez nie, jak zwierzę.

                                                            A o co chodzi z tymi starymi ludźmi? 
                                                            Łatwo ich omamić i cokolwiek wcisnąć, no więc w związku z tą ich starczą łatwowiernością i bezmyślnością, jak Polska długa i szeroka, korzystają z tego różne pasożyty.
                                                            A to w związku z ostatnią aferą Amber Gold i jej przezesa: 6 krotnie skazanego, od paru lat pod zmienionym nazwiskiem (!). Co nie przeszkodziło mu od razu po bankructwie tej ładnie brzmiącej z nazwy firmy, otworzyć nowego interesu (!!!). O nim jest akurat głośno, bo zabrał starym ludziom wszystko, obiecując cuda.
                                                            Ale są jeszcze inni, drobniejsi: to „normalne” banki naciagające staruszków na niepotrzebne im kredyty konsumpcyjne – sam znam jeden taki przypadek, gdy ponad 80 letniej staruszce wciśnięto parę tysięcy złotych, ona wkrótce umarła, a kłopot miały dzieci i wnuki. To są sieci komórkowe, które innej kobiecie – babci klozetowej o poziomie inteligencji szczotki do sedesu, wcisnęły super wybajerzoną komórkę. Ta z radością obsranego owsika stwierdziła, że telefon piękny, ale na samym początku wpadła w histerię i supernerwa, bo nie mogła trafić ładowarką w przeznaczony jej otwór – więc stwierdziła, że telefon jest zepsuty! Autentyczna historia! Co jasne, z większości funkcji tego supertelefonu nie jest w stanie korzystać do dziś.
                                                            To są domokrążcy i inni złodzieje mamiący staruszków w ich domach, to sprzedaż w klimatyzowanych salach supergarów, superpościeli i innych superduperel za tysiące złotych, itd, itp.
                                                            A stare ludki ciągle narzekają na niskie emerytury…                                                         
                                                            
 
Czyli dalej o mentalności niewolnika. Kierowcy w większości by nas pożarli na śniadanie, a roverzystę po dwóch browcach uznają za większe zagrożenie na drodze, niż kometę wbijającą się w płaszcz globu!
Agresja z ich strony, pogarda i wnerw dla każdego napotkanego, pedałującego dwukołowca sięga aż marsa – dalej się trzymając tych kosmicznych porównań.
Bo przecież drogi sa ICH! Tylko ICH! Wsio inne, co wkracza na te drogi, to pasożyty do rozjechania i zapomnienia.
Tyle że to ONI powodują najwięcej wypadków i to ONI zapełniają cmentarze (czasami, ku uldze społeczeństwa, także sobą).
Ale to NAS siedzi obecnie w więzieniach prawie 5000. Mimo, że nic złego nie zrobiliśmy. Tyle, że siedzimy tam zamiast nich – bo nas można łatwo dorwać.
Idźta w chuj z takim afrykańskim (lub azjatyckim) systemem rządzenia i egzekwowania „sprawiedliwości”!!!
Pół biedy, że podczas otwarcia Euro policja zgarnęła mnie z polnej właściwie drogi. Uwalonego jak świnia, przykrytego własnym roverem i z rozbitą własnoręcznie potylicą.
Wytrzymałbym ten tysiak grzywny i rok zakazu jazdy roverem (chociaż to bolesne dosyć!).
Najgorsze są szczegóły.
Otóż policja na poczet kary zarezerwowała sobie mój telefon (wyceniłem go na 300 zeta). Zrozumiałem to, ale tego tysiaka ze łzami w oczach bym wygrzebał i byłoby po sprawie. Sęk w tym, że nigdzie nie wyszczególnione było, gdzie to mam zapłacić! Poza tym się odwołałem i czekam na drugi proces (tym razem z moją obecnością). I tu na scenę wkroczył komornik. Nie zadzwonił na ów zajęty telefon, nie próbował się ze mną skontaktować, za to dwukrotnie nachodził moją biedną matkę (bo azaliż mnie raczej nie można przed południem zastać w domu!). Nic nie zdziałał, nic nie osiągnął – oprócz doprowadzenia do rozpaczy owej niewinnej niczemu kobiety, ale za tą bezduszną i bezmyślną fatygę policzył mi 120 zeta.
Wcześniej przyszło do mnie skierowanie od policji na badania – 30 km od mego miasta. Żadnych szczegółów. Mam jechać i coś zbadać. Cholera wie co?! Mam na to miesiąc. Dzisiaj, czyli 4 dni przed upływem terminu pojechałem w końcu do owego miasta, biorąc ciężko wywalczone wolne i będąc przekonanym, że w dzień to załatwię, ewentualnie poniosę jakieś koszty.
I będąc na miejscu wkurwiłem się totalnie, a przedtem kopara opadła mi do tego stopnia, że wyleciała mi z zęba plomba! 
Otóż daję owe skierowanie pani w recepcji, a ta się mnie pyta czy zrobiłem badania? 
?????!!!!!!
Ja się jej pytam: jakie badania? Właśnie przyjechałem się dowiedzieć, PO CO przyjechałem?                  
Pani… nie nazywajmy ją panią – to durna, wredna, stara i brzydka kurwa, na stołeczku w recepcji od eonów, spojrzała na mnie jak na ostatniego durnia i powiedziała żebym nie udawał durnia (czy coś w tym stylu).
Mam zrobić szczegółowe badania (krew, mocz, wszystko ogólnie – w tym psycholog, na którego badanie czeka się miesiąc!) i zapłacić za to coś ponad 500 zeta!!!!!
W tym momencie opadła mi kopara.
Poza tym wywaliła mi, że jak pijany leżałem pod rowerem na polnej drodze, to trza było wcześniej myśleć!
Tu jej rola dobiegła (według niej) do końca, a mi się od razu przypomniał cytat z „Misia” Barei: „Pijak i złodziej, bo każdy pijak to złodziej!”.
Jakieś durne, stare, wredne babsko, w przychodni, w której przewalają się tłumy takich jak ja, potraktowała mnie jak ostatniego śmiecia, bo śmiałem być pijanym na pośledniej drodze i z rowerem w ręku! W jej oczach przestałem być człowiekiem, bo zostałem skazany – a reszty miałem się domyślić!
Jakby kurwa w tym kraju nikt nie pił!!!
Jakby te 4500 pijanych rowerzystów siedzących obecnie w więzieniach zrobiło komukolwiek najmniejszą krzywdę!!!
Nieważne – mam 2 dni na zrobienie komplexowych badań, znalezienie na to 500 złotych polskich i pofatygowanie sie znowu do tej jebanej przychodni, odległej ode mnie o 30 km!!!
Tylko po jaki chuj???!!!
Teraz się naprawdę czuję, jak Józef K. z „Procesu” Kafki.
Znalazłem się nagle w ciemnej, głębokiej i śmierdzącej dupie.
I nie wiem po co, i czemu to ma służyć?

  • RSS