Zacznę od końca: lubię słuchać dobrego zaśpiewu, z wina lubię tylko piwo, whisky i inne nalewki, brandy i koniaki. Z kart zaś lubię tysiąca. Na tej grze się wychowałem. W starych, szarych, smutnych i nudnych latach schyłkowego pe-er-elu.
                                                            I zapamiętałem jedno: w tysiąca najlepiej się gra w trójkę, zarąbiście zaś w czwórkę, a jak nie ma co – to się gra parami – czyli nudnawo troszkę, ale się gra – bo nie ma innego wyjścia.
                                                            Zupełnie inaczej jest teraz w necie!
                                                            Na niejakim „kurniku”, praktycznie od początku, na tysiące zarejestrowanych, zdecydowana większość chce grać TYLKO parami.
                                                            Jakby nigdy nie widzieli żywych ludzi?
                                                            Co mnie szczerze mówiąc, wkurwia dość mocno za każdym razem, gdy mam ochotę pograć!
                                                            A dziwi jeszcze mocniej…