typnegatyvny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2012

Na przykładzie prezydentów Polski. Tej nowej – popeerelowskiej.
Więc pierwszy – generał Jaruzelski. Podejrzewam, że słuchał tylko marszów (Radeckiego, ewentualnie żałobnych) – jak to tępy, sztywny, komunistyczny wojskowy. Właściwie czego może słuchać zbrodniarz w mundurze?
Wałęsa? Ten to raczej tylko pieśni maryjnych. On znał się na muzie, jak na ekonomii – czyli wcale. 
Kwaśniewski? Do dziś pamiętam jego wygibasy disco polo. Żenujący, tłusty, zapijaczony głupol.
Kaczyński (Lech żeby nie było – ten ździebko mniej gamoniowaty)? Nie  wiem który z tych mutantów tak błyskotliwie rozpierdolił hymn Polski ( i nie poszedł za to siedzieć!) i który to lubił jakis zespół „u dwa” (nie ju tu!)? Pamiętam na początku lat 90, gdy triumfy święcił grandż, pojawiła się kaseta zespołu Narvana. To chyba z tej półeczki kaczorek zdobywał muzykę.
A Komorowski? Ten mondzioł kojarzy mi się z rogami myśliwskimi, zapuszczoną betoniarką u boku (znaczy – żona) i całą tą otoczką myśliwską: psychopaci ze szmalem, flaki niewinnej zwierzyny i mózgi zlasowane nieustannym chlaniem na łowach.
I gdzie w tym momencie jest Vaclav Havel, który stając przed wyborem – już jako prezydent: iść na koncert Rolling Stones , czy witać dyplomatów na lotnisku, oczywiście poszedł na koncert? Gdzie zawiracha Clinton. co to oprócz dymania stażystek i jarania ziela udzielał się na saxofonie?
Gdzie oni są?!

Siedzą w tej firmie już po lat parę.

                                                            Tak na marginesie i ad hoc : udowodniono, że człowiek nie powinien pracować w jednym miejscu powyżej 5 lat. No chyba, że to fajne naprawdę miejsce, lub jego własny interes.
                                                            Płodozmian w pracy jest jak najbardziej wskazany!
                                                            No więc oni – ci co tam robią niemal od początku, są zadowoleni, że szef IM kupił maszyny, że IM zrobił wygodniej, że to oni mają jednak wolne weekendy.
                                                            Szef ich ma głęboko w dupie.
                                                            Szef chce mieć zysk jak najmniejszym kosztem – po to się na ICH garbie dorobił maszyn. Są drogie, ale się zwracają, zwielokrotniając produkcję.
                                                            Ale oni (ci niby nasi) wspominają tylko, jak wtedy było ciężko, a jak teraz jest fajnie.
                                                            Nie jest.
                                                            I nie będzie, dopóki i my i ci mniejsi oni, nie zdamy sobię sprawy, że nad nami są ci naprawdę groźni ONI.
                                                            I dopóki ich nie wyrżniemy.
                                                            Tak – wyrżniemy!
                                                            Nie – pogadamy, nie – dogadamy, nie – porozumiemy, nie – uświadomimy.
                                                            ICH trzeba wyrżnąć. Po prostu i bez wyrzutów sumienia, bo wbrew pozorom ICH jest mało – reszta to ICH psy.
                                                            Nie zastanawiało was…? Nie – na pewno was nie zastanawiało…
                                                            Chodzi o cukier. Ten zwykły, biały, słodki cukier.
                                                            Otóż od ponad 100 lat ten słodki, prosty surowiec spożywczy jest surowcem STRATEGICZNYM (te wielkie litery nie przypadkowo) na całym cywilizowanym świecie. Nie można go sobie oto tak robić i sprzedawać! Monopol na jego produkcję i ceny ma państwo – a w naszym przypadku potworek o nazwie: Unia Europejska. Wszędzie w tej uniji – a więc także i u NAS (znowu duże nie przypadkiem) cena cukru jest jednakowa (płacimy za kilo tyle co Niemcy!!!), a i ilość do wytworzenia ograniczona limitami.
                                                             Dziwne dosyć.
                                                             Cukier jest podstawowym środkiem spożywczym, dodawanym właściwie do wszystkiego. Przed solą, benzoesanem i glutaminianami sodu.
                                                            Ten sod też mi w sumie podpada – za dużo go wszędzie! Nawet w soli występuje.
                                                            Ale skupmy się na cukrze. On uzależnia . Nie to, żebym o tym wcześniej nie wiedział, nie to, żebym wpadał w jakąś paranoję – na teren każdej cukrowni możźna w sumie bez problemu wejść, ale potrzebujemy słodkiego, a im więcej tego słodkiego potrzebujemy, tym bardziej jeszcze nam się chce.
                                                            I od tego cukru nie można uciec!
                                                            Chyba że w sklepie dla diabetyków.
                                                            A oni jacyś dziwni.
                                                            A my jacyś też dziwni.
                                                            Nie wiadomo, kto dziwniejszy?
                                                            I gdzieś tylko swędzi pod czaszką myśl uporczywa: a może jednak coś tam jeszcze dosypują, jak nikt nie widzi?
                                                                  
                                                            
                                                                        

Czyli jeden z pierwszych postulatów pierwszych socjalistów. Nawet oni potrrafili wymyśleć coś dobrego. Zwykły, porządny podział doby na 3 równe części, przeznaczone – każda na co innego.

                                                             Oprócz tego był odwieczny czas wolny zwany weekendem: szabas dla żydów i niedziela dla chrześcijan.
                                                             Ale nawet to się obecnie omija! 4 zmiany, lub tyranie po pół (a czasem i cały!) dzień, nie ma niedziel, nie ma sobót.
                                                            A prawo, zwykła przyzwoitość?
                                                            Nie ma czegoś takiego!
                                                            Nie ma ludzi – są roboty do roboty.
                                                            To przez ten pierdolony sejm, senat i prezia podpisującego chyżo ustawy wszelakie.
                                                            To przez nich zabija nas biurokracja, urzędnicy są półbogami mogącymi zmiażdżyć szarego czlowieczka. To przez ICH decyzje państwo wysysa z nas ostatnie grosze. To przez NICH wszystko jest już zakazane i karane (azaliż nie dla NICH).
                                                            To ONI , oderwani od zwykłego życia, regulują ustawami nasze życie.
                                                            Ale to MY ICH wybieramy!
                                                            Jak bydło swego rzeźnika.
                                                            Wciąż i wciąż, uparcie zapominając o ICH chamstwie, obłudzie, głupocie i pogardzie dla NAS.
                                                            Przestańmy ICH w końcu wybierać! 
                                                            Wybierzmy wolność! Taką zwyczajną, ludzką.
                                                            Otóż w mieścinie mej były tego lata 3 koncerty. Darmowe, plenerowe, całkowicie różne i z innej półeczki. To co zaobserwowałem w swojej firmie, chyba odzwierciedla to, czym jest nasz ludek. 
                                                            No więc pierwsza grała Budka Suflera. Zespół – historia, coby nie mówić. Puszczana w radiu i znana ogólnie. Koncercik całkiem udany, ludzi dużo, ale z załogi było niewielu – choć kojarzyli i dyskutowali.
                                                            Druga, na otwarcie amfiteatru im. Grzegorza Ciechowskiego, grała Agressiva 69. Zespół genialny, rzadko koncertujący, ale mają autentyczny talent i niezły dorobek. I są bezsprzecznie oryginalni! Czasem puszczają ich w co poniektórych stacjach radiowych. Nikt z załogi nie wiedział, co to jest, na koncercie tłoku nie było.
                                                            W ostatnią sobotę grało disco polo. Z rozmów orientuję się, że byli chyba wszyscy. 
                                                            Chociaż tego w mediach raczej nie usłyszysz.
                                                            Nie ogarniam tego owczego pędu i lenistwa życiowego (bo w robocie to zaiwaniają jeden przez drugiego na złamanie karku!). To mi trochę uświadomiło, czemu żyjemy w takiej stagnacji, gdzie każdy jest pogodzony ze swoją rolą niewolnika.
                                                            Im się po prostu nie chce inaczej!
                                                            Ideologia fast foodów mi nie podchodzi – bo są zbyt fast. I zbyt tłoczne. Jak spać, to jak najdłużej. Na cholerę na przykład biegać wczesnym rankiem?! Znikąd – donikąd?!! Jak żyć, to jak najspokojniej. I tak dalej i dalej… Ludzie, którzy preferują życie w stylu fast (czyli – nie dożyć do emerytury), preferują też na ogół prysznice.                                             
                                                             A nie ma nic przyjemniejszego, niż jebnąć się w wannę na jakąś godzinę! Tak zwyczajnie poleżeć i się wymoczyć. Zwłaszcza w te parne dni. I pal licho te ceny wody! Za tę parę miłych chwil w tygodniu zapłacę, nawet odmawiając se jednego browara!
                                                            Lepiej jest być obsikanym, czy wymoczonym?
                                                            Lepsze jest jaccuzi na leżąco i w olejkach, czy sikawka na stojaka?
                                                            Odpowiedź jest prosta!
                                                            Ale fast food ludek tego nie pojmie – on czerpie przyjemność tam, gdzie dla innych się ona kończy…
Takie hasło widniało na reklamie lotto, u góry zaś waliła po oczach ogromna (dla zwykłego człeka) sumka.
Otóż wszystko się zazwyczaj na marzeniach kończy – o czym już nas żadna reklama nie poinformuje. Jak w lotku – jest paru zadowolonych (w tym jeden, czy dwóch oszołomionych sukcesem) i miliony zawiedzionych. Niestety w naszym, opanowanym przez hamerykański sposób myślenia świecie, ciągle się stymuluje wyścig szczurów, pokazując jednostki, którym się rzeczywiście powiodło. 
I szczury też tak chcą mieć! I biegną i gnają, w przekonaniu, że na mecie jest sukces! I idą stadami młodzi, ambitni, na te dziwne, televizyjne konkursy w stylu: tańcz, śpiewaj i pokaż talent. I tyrają dniami i nocami ku chwale korporacji i biorą kredyty i kupują na pokaz i „cieszą” się przez zaciśniete zęby, myśląc, że zaraz będzie lepiej!
Nie będzie…
To jak w zapłodnieniu: jajko zawsze wygrywa, ale z miliardów plemników tylko ten jeden osiąga cel.
Reszta ginie…

Badyl

Brak komentarzy
                                                            Pracuję z gostkiem xywą: Badyl. Badyl ma xywę odpowiadającą jego facjacie, postaci i umysłowi. Badyl jest ponad 20 letnim chłoptasiem, dobrym – naprawdę go lubię, azaliż Badyl mieszka na konkretnym zadupiu (znaczy w okolicach takiego miasta biskupiego – a to zadupie pełne debili i buraków). Dojeżdża tam i  w tę i we wtę dzień w dzień (oprócz oczywiście łikendów), z tego co się zorientowałem jakieś 2 godziny. My pracujemy po 12 godzin dziennie. Ot tak. DZIEŃ W DZIEŃ!!! Wystarczy, że zawiśnie na drzwiach szatni kartka: od poniedziałku od 6 do 18.
                                                            Witamy w państwie „”prawa”".
                                                            Dołączę 3 cudzysłów: państwo „”"prawa”"”.
                                                            Ale płacą. 
                                                            Więc Badyl zamieszkały na zadupiu, płaci grosze za mieszkanie, majątek wydaje w jedynym dostępnym sklepie spożywczym (azaliż sklep jest czynny do 20, więc i tak nie ma tam szansy cokolwiek kupić w „mormalny” dzień pracy). Trochę idzie mu na te codzienne podróże.
                                                            Reszty świata, poza kioskiem z bajerami na dworcu w moim – cokolwiek skromnym mieście – raczej chyba nie zna.
                                                            Tak więc Badyl jest gadżetomaniakiem. Ma ajpoda o pojemności miliona terrabajtów, supernóż i zna się na całej dostępnej ofercie tego kiosku (fakt – to jedyna miejscówa w okolicy, w której bez problemu mogę kupić gaz do wiatrówki i śrut). 
                                                            To co dla innych byłoby błogosławieństwem – czyli mieszkanie z dala od cywilizacji, dla niego jest przekleństwem.
                                                            Ale uparcie jeździ i zarabia…
                                                            Z okazji święta ( i wolnego dnia) . Za ten dzień jestem wdzięczny temu niewdzięcznemu państwu.  Tego dnia ongiś Polacy pokonali bolszewików (czyli Rosjan) i nazwano to cudem, chociaż cudowna to była jedynie kombinacja taktyki, wywiadu, strategii i waleczności, która do tego zwycięstwa doprowadziła.
                                                            A co do święta: nie ogarniam tej kobiety! A przede wszystkim tych, co ją tak namiętnie czczą!
                                                            Jak już kiedyś wspomniałem – jestem chrześcijaninem, nie marynistą i ważniejszy jest dla mnie On (chociażby przez Jego filozofię), niż tajemnicza i w sumie anonimowa Ona (która Go tylko urodziła – ktoś musiał to uczynić).
                                                            Smucą mnie jedynie te prymitywne umysły, które z uporem, na ołtarzu ustawiają Ją – niczym boginię. Jego stawiając ostrożnie z boku…

  • RSS