typnegatyvny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2012

Czyli o literach, które w Polsce nie występują i nie występowały, a namiętnie się je sączy z głośników wszelakich.
Albo słowo o słowie pisano/mówionym , języku i postępującej dyslexji.
Niestety nawet radio rani me uszy amerykanizmami. Zwłaszcza w kwestii sportu. Jest wiele organizacji zwanych skrótowo z angielska (tu mogę się zgodzić, bo to w sumie Lingua Franca na czas obecny, a i skróty są specjalnością angloamerykańców), są to między innymi: WTA ,  WBC ,  czy chociażby NBA . Normalnie, po polsku, powinno się to wymawiać prosto, tak jak się pisze: wu – te – a, wu – be – ce , czy en – be – a . Ale ktoś zakomplexiony uznał to ongiś za wiochę i od tego czasu mamy: dabliu – ti – ej , dabliu – bi – si , i en – bi – ej. Do tego dochodzi jeszcze słynna telewizja ejdż – bi – o , poprzedni prezydent ju – es – ej, czyli – dabliu busz i mamy skiszony mózg!
Nawet jakbyś chciał uciec od tej paranoi, to trafisz na: Gdansk Lech Walesa Airport . 
Nie wiem jak was, ale mnie to dosłownie rozpierdala! Jak te zdrobnienia w postaci choziażby: pieniążki, dzieciaczki, całuski, misiaczki, zwierzaczki…
Być głuchym dzisiaj, to  nie dopust Boży, to łaska Pańska !

Co i rusz jakiś świr w ramach „walki” o swoją wolność, wyskakuje z jakąś szokującą akcją:

                                                            A to w Wielkiej Brytanii znalazł się koleś, co to popylał przez kraj nagusieńki i co i rusz się dziwił, że go wciąż zamykają za nieobyczajne zachowanie!
                                                            A to gdzieś w Skandynawii (Szwecja, lub Norwegia) inny matoł przestał się myć. Dokumentnie. Bo mu wyszło, że ma do tego prawo! Najlepsze, że z tego co pamiętam, to był jakiś pracownik uniwersytecki! Co zbytnio nie dziwi, bo ci pseudoentelygenci miewają często takie odpały. Pomijam pomniejszych czubów, których można spotkać i u nas.
                                                            Otóż gdy Twoja wolność zaczyna zaczyna ingerować w Moją, wtedy zaczyna się terroryzm (a nawet faszyzm). Nie chcę oglądać gołych swirów na ulicach, nie chcę też ich czuć! Mam do tego pełne prawo, a prawo jest zobowiazane ich mi stamtąd zabierać! Chcesz coś robić bez ograniczeń? Rób to w swoim domu (o ile sąsiedzi się nie skarżą), w klubie, na jakimś innym terenie prywatnym, gdzie takich świrów jest więcej (np. plaże dla naturystów). Gdy zaczynasz mi paradować, na ten przykład znowu, z gołą, pedalską dupą na jakimś marszu tolerancji (?!) , wtedy niszczysz Moją wolność.
                                                            Ale żaden pedryl tego nie zrozumie, albowiem są oni zapatrzeni tylko w siebie.

Ongiś ktoś, kto chciał opuścić system (nadzwyczaj ludzki i łagodny w porównaniu do dzisiejszego!) szedł na ten przykład, w pierwszej Rzeczpospolitej, do kozaków. 

                                                                                 I miał system z głowy!
                                                                                 Na zachodzie, od momentu expansji geograficznej (czyli od końca średniowiecza) zostawało się żeglażem (duża rotacja załóg, ze względu na jeszcze większą śmiertelność), lub kolonizatorem krain nieznanych – z opcją kopmpletnego oderwania od stron rodzinnych do końca żywota.
                                                                                 I system też się łagodnie (acz niepełnie) opuszczało.
                                                                                 A teraz?
                                                                                 Teraz co najwyżej można zostać menelem, lub punkiem (co w sumie na jedno wychodzi). Rotacja geograficzna odpada: wszędzie paszporty i szczelne granice. Każdy ma piny, odciski, numery i rejestry w tajnych kartotekach. Niedługo pewnie będziemy wyposażani w czipy i kody kreskowe!
                                                                                 Coby system rósł w najlepsze, a jego zarządcom żyło się dostatniej.
                                                                                 I jeszcze spokojniej.
Akurat rozpoczyna się kolejna olimpiada. Ceremonia otwarcia trwa godzin tyle, że można się śmiało porzygać, zesrać z nudów, narąbać,  a i tak będzie dalej trwała…
Niedawne otwarcie Euro 2012 trwało chyba z pół godziny, po czy rozpoczął się ciekawy, emocjonujący (aczkolwiek mocno schizowy – jak to zawsze w wykonaniu Polaków) mecz.
Czyli jak zwykle w przypadku piłki.
Na olimpiadę nie wszyscy zawieszają wojnę – jak to było w zamierzeniu tego francuskiego pedryla ( bo wszyscy Francuzi, to potencjalne pedryle), co to ten cyrk wymyślił.
Na czas Mundialu i Euro wszyscy, łącznie z terrorystami, psychopatami i politykami przestawiają się na te święto sportu. Prawdziwe – bo w sumie oddolne. Jak piłkę kopią, to świat cały zamienia się w piłkę.
I nie mówcie mi na Boga o siatkarzach, czy innych przedstawicielach jakichś drobnych sportów! Każdy albowiem marzy cicho o Pucharze Świata u tej królowej sportów wszelakich.
Cała reszta to popierdółka.
Obecnie normą jest, że ktoś żyjący w parze, z tą swą drugą połówką, dzieli z nią spanie (mówię to ze swojego, męskiego, indywidualistycznego punktu widzenia). Najczęściej jakąś drobną wersalkę w jakimś blokowisku. Se tak śpią wszyscy co i rusz, bo dziwacznym by było, by para zwarta w związku, nie sypiała w jednym miejscu! Coby znajomi, rodzina i okolica powiedzieli?!
A tak szczerze, z ręką na serduchu: czy da się wyspać ze swoją drugą połówką? Nawet ukochaną. Noc, dwie, trzy – jak najbardziej! Ale na dłuższą metę to mitręga! Pomijając to, że te romantyczne babska też pierdzą jak oszalałe, ale spanie we dwójkę, to ciągła walka (nieświadoma) o panowanie nad łóżkiem!
Pamiętam swoją babcię i dziadka. Nie wiem jak wcześniej, ale od zawsze, kiedy moja pamięć sięga, mieli oni dwa łóżka. Stare, drewniane, zdobione, na dwóch krańcach sypialni swej. Co było ongiś normą! Niczym nienormalnym! Jak tamte pokolenia (to było przedwojenne – rocznik 1917 i 1908) chciały pochędożyć, to jedno przychodziło do drugiego i było OK. A potem szli się wyspać porządnie – bo indywidualnie.
Bo tak znowu, z ręką na sercu – żadna para nie chędoży codziennie. Codziennie (a raczej conocnie) się raczej tylko przepycha po ciasnej wersalce, czy innym barłogu, w cichej swej walce o spokojną noc.
No ale jedno jeszcze mogę zaakceptować: te szerokie łoża małżeńskie.
Tyle, że do nich trzeba mieć sypialnię (czyli normalny dom, a nie em coś w bloku, czy wieżowcu).
Tak jak to było u mojej babci i dziadka…
Tu się „szczelają”, tam „szczelają”, media ciągle informują mnie o jakimś świrze (na ogół nastoletnim, na ogół w hameryce) co to wpadł do szkoły, kina, czy innego baru i „wyszczelał” co mu tam pod celownik podeszło. Ja rozumiem – strzelać, ale do konkretnych gadów, a tu panie świr na świrze!
Wyjątkiem był niejaki Anders Breivik z wesołej Norwegii. Ten to miał jakiś plan i przynajmniej łeb do zrealizowania tego planu (a że psychopatyczny, to inna sprawa).
Ale po każdej strzelaninie, lewackie media mają używanie, a stare gospodynie domowe, przyklejone do televizorni, wpadają w histerię i robią na rzadko w barchany, wszędzie widząc wycelowane w siebie lufy karabinów.
Otóż jestem zwolennikiem posiadania broni. Przez normalnych ludzi, bo normalni ludzie, na ogół postępują normalnie – nie ciskają siekierami w przechodniów, nie kują nożami sąsiadów, nie rozbijają taboretem łbów swej najbliższej rodziny. Narzędzi jest wiele: ot choćby zwykła saletra używana powszechnie przez rolników. Nie słychać jednak, by wsie wylatywały nagminnie w powietrze.
Problemem sa ludzie. Banał taki. Nie wszyscy, a właśnie te świry. Problemem też jest system, który raz, że nie karze – w normalnych warunkach Breivik już by dawno wisiał. I już. A dwa, że przy masie urzędasów swych, nie potrafi odsiewać plewów (czyli świrów) od ziarna (czyli od normalnych ludzi). 
A nie odsiewa dlatego, że dla systemu jesteśmy WSZYSCY jednakim bydłem. Ich interesuje tylko nasz szmal i to, byśmy się nie buntowali, bo jeszcze rozwalimy tą różową zagrodę!
A to, że się czasem bydło tratuje w oborze – dla nich to obojętne co najmniej…

Była ongiś pod ten deseń piosenka, spiewana przez jakiegoś otyłego paszteta, ale nie wracajmy znowu do peerela, bo zwymiotuję!

                                                            Zasunę teraz, jak starszy człowieczek, ale rzeczywiście: baby zmężniały, a faceci zniewieścieli! Jednym jądra się pokurczyły, drugim jajniki zwyolbrzymiały. Przy czem one (jeszcze – one) namiętnie ciagle narzekają, że facetów nie ma, za to im wszystko wisi (i to chyba dosłownie!).
                                                            One – znaczy te nowoczesne modliszki – chcą obecnie już wszystkiego! Romantyzmu, czułości, władzy, twardych facetów, ogólnie wszystkiego! Jak to baby. To nic, że to wszystko często jest z sobą w sprzeczności – to ciągle jednak baby – u nich logika nie obowiązuje.
                                                            Za to obserwuję jakby więcej agresji, zawiści, nienawiści i frustracji.
                                                            A zamiast erotyzmu i kobiecości, jeno pornochamstwo i wulgaryzm.
                                                            Ech szkoda…
                                                            W zasadzie to proste – stwierdzeniem faktu. Lub w bardziej skomplikowanych sytuacjach -tego faktu domniemaniem, opartym na logice, wyczuciu i mądrości.
                                                            Czem prawda jest dzisiaj? Sprawą dyskusyjną. Kwestią możliwą do obalenia, której bronić nie wolno! Można się spierać, ale delikatnie. Najważniejsza jest dyskusja (według , oczywiście, tych lewackich „postępowców”), a nie proste stwierdzenie faktu.
                                                            Twierdzić nie wolno! Bo to pachnie radykalizmem, a radykalizm jest z gruntu: be!
                                                            Trza tak po babsku ględzić, domniemywać, zgadzać się czasami z przedmówcą, ale nie twierdzić!
                                                            Bo wtedy jesteś ciemniak i prostak i cham i niebezpieczny radykał.
                                                            Ale ja kurwa swoje wiem i tej wiedzy za cholerę się pozbyć nie zamierzam!
                                                            Tedy sobie posiedzę spokojnie na tej mojej prowincji i popatrzę na tych dziwaków ze stolycznych mediów i unywersytetów wszelakich… Popatrzę na te cielska pedagogiczne skrzywione radykalnie w lewo i żyjące z MOICH pieniędzy. Mam nadzieję, że obejrzę, jak te całe robactwo zginie i szczeźnie w końcu pod naporem zwykłej prawdy.
                                                            Jak bywało już często w historii.
Pogoda ogólnie nas nigdy nie rozpieszcza. Zwłaszcza na mojej północy, a dokładnie na wschodnim wybrzeżu. Jedyny poryw lata, to przewalające się niedawno w okolicy trąby powietrzne, a tak to pada i chmury i wieje i grzmi… Efekt mieszkania na granicy mieszających się ciągle frontów: kontynentalnego – znad Azji, morskiego – znad oceanu, z domieszką tego południowego – znad Afryki. Codziennie mamy inną pogodę – na ogół chujową…
Polska to nawet geograficznie pokręcony kraj: morze mamy tam, gdzie najzimniej i notorycznie piździ – czyli na północy, a góry na południu – by blokowały dostęp gorącego powietrza znad równika. Lata mamy ze 3 miesiące – z czego większość tego czasu, jak właśnie wspomniałem – mokro i chmurno.
W trochę lepszej sytuacji od nas są Niemcy, w gorszej angole – tam jak na ten przykład pada, to ciągle, jak mgła, to ciągle, jak grzeje, to jak w kieleckim (ale bez tej duchoty oczywiście). Skandynawowie mają trochę spokojniej, ale za to zimniej, Francuzi luz na południu, jedynie w państwach śródziemnomorskich może przygrzać ostro latem i zimy bywają na ogół łagodne (chociaż nawet w Hiszpanii potrafi ostro przywalić śniegiem!).
Ogólnie, klimat Europejski jest, jakby nie patrzeć, wariacki i zdawałoby się niesprzyjający. Coby nie mówić – zimny, ale właśnie przez te zimno osiągneliśmy wyższy poziom cywilizacyjny! 
Chłód motywuje, ciepło rozleniwia. Historia jest bezwzględna w udowodnieniu tej tezy – tropiki nie sprzyjają postępowi (temu dobremu, staremu postępowi – technicznemu, kulturalnemu i społecznemu). Wszędzie, gdzie docierali biali odkrywcy, znajdowali dzikich. Mniej, lub bardziej, ale dzikich.
Oczywiście chodzi o Polaków. 
Kiedyś wspomnialem, jak to Polacy to urodzeni fachowcy od wszystkiego – tu zacekolują, tam zakafelkują, tu wykręcą interesik, tam coś naprawią, gdzie indziej poprawią, tu coś wiedzą, innym nie powiedzą, i tak dalej i dalej…
Wspomniałem też, że ten co zna się na wszystkim, na ogół nie zna się na niczym.
Zaobserwowałem też, że każdy pracujący mój krajanin, w pracy swej jest idealny. I nie toleruje błędów u innych ( a swoje skrzętnie ukrywa i przemilcza).
No więc mamy kraj idealnych, bezbłędnych ludzi, pełnych wiedzy, mocy i inwencji.
Dlaczego wtedy jesteśmy prowincją cywilizowanego świata i jego zadupiem techniczno/ekonomicznym?! W zasadzie czymś, co kiedyś nazywano 3 światem (1 – kapitalizm, 2 – komunizm, 3 – Afryka, chyba o to chodziło?). Czemu ten „idealny” ludek to potencjalni parobkowie tej ciemnej, gnuśnej i leniwej Europy? Tudzież amerykańskich idiotów?
A może idioci i ciemniaki to właśnie MY ?!
Rzeczywistość nigdy się nie myli…

  • RSS