typnegatyvny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2012

Ja, jako katol, tudzież chrześcijaniń (to słowo wywodzi się wprost od wyrazu – Chrystus) nie uznaje dwóch rzeczy: Starego Testamentu – bo to taki fundament pod Chrześcijaństwo, poza tym protestanci (zwłaszcza ci hamerykańscy) wybrali sobie Stary Testament za punkt wyjścia. Najbardziej zaś najmocniej pokręcony jego fragment: psalmy.

                                          Schizole.
                                          A to juz świadczy przeciwko tej xiędze.
                                          Prędzej ci mózg rozpierdoli, niż zaczniesz żyć według ST.
                                          Tudzież kult Matki Boskiej.
                                          No litości! Ktoś Go musiał urodzić! Ale po co z niej robić od razu boginię?!
                                          Kult tych dwóch rzeczy swiadczy tylko o głupocie i prymitywizmie ludzi.
                                          Chrystus dał prostą i konkretną naukę. Wystarczy się jej trzymać (niekoniecznie nawet wierząc w Jego Boskość!), by żyć porządnie tu i zapewnić sobie luxus tam (o ile ktoś w to wierzy).
                                          To takie proste… 

Czyli znowu o dwóch grupach moich „ulubionych” terrorystów mentalno/medialnych.

Pamiętacie jeszcze coś ze szkoły? Ja pamiętam z podstawówki: a chodziłem do tej ośmioklasowej i po trzeciej klasie zmieniłem szkołę z wiejskiej (małej) – na miejską (ogromniastą), także coś niecoś obaczyłem ; no więc podejrzewam, że w każdej klasie, a przynajmniej szkole, był taki wkurwiający typ, co to wszystkich prowokował, denerwował, a jak w końcu dostawał z liścia, to robił ogromny hałas, ryczał i leciał kablować (nie pamiętam – co dziwne, tak zachowujących się dziewczyn, ale może to kwestia tamtych czasów?). Chyba właśnie z takich mend powyrastały dwie nadzwyczaj wkurwiające obecnie grupy: żydzi i pedały.
Ja wiem: to takie zużyte, prymitywne hasło. Ktoś może zapytać automatycznie o cyklistów – to akurat moja działka. Ja wiem: zwłaszcza u nas w kraju, zwłaszcza poza warszafką, ciężko o żyda, lub wojującego (?!) pedała, ale wystarczy uruchomić jakiekolwiek medium, żeby się z niego oni nie wylali. Wystarczy spojrzeć na politykę światową, tudzież rozrywkę, żeby stwierdzić, że wokół tego małego narodu (?) kręci się w zasadzie cały świat, a nieliczna zazwyczaj grupka pederastów rozpoczęła inwazję i podbój społeczeństwa, niczym wściekłe wirusy chorego organizmu. Dziwne dosyć.
Dwóch facetów wkładających sobie penisy w jelito i robiących z tego ideę przewodnią życia, nigdy mnie nie przekona do swoich „racji” – a ich żądaniami jest moja pełna akceptacja i bezwarunkowe im oddanie!
Tudzież łamiący wszelkie spoleczno/polityczne reguły syjoniści, płaczący na każde słowa krytyki i od razu wyjący o holokauście i powracającym nazizmie.
Sęk w tym, że kiedyś pani będzie poza ich zasięgiem i te chamy wtedy dostaną porządny łomot.

Tu i teraz trzeba byc przede wszystkim szczęśliwym i spełnionym. Takie są trendy.

                                       Ja jednak sądzę, że tu i teraz najważniejsza jest godność, wolność, i sprawiedliwość.
                                       Od szczęścia jest raj.

Te durnie się wręcz turlają ze śmiechu, patrząc na nasze oddanie sprawie i niezachwianą postawę wobec czegoś, co według nich jest złudzeniem i bujdą na resorach (opium dla ludu - co rzekł pewien jajcarz). 

                               Podstawą chrześcijaństwa jest WIARA. Wystarczy przeczytać Nowy Testament (oni, widać nawet tego nie czytają). Sam Chrystus stawiał na wiarę i nie mial zamiaru dawać ŻADNYCH dowodów na istnienie swojego Ojca. Trochę poszalał z cudami, by załapać publikę i tyle. Reszta jest kwestią wiary.
                                Proste, osobiste, po co tym komuś zawracać głowę? Ale nie! Te nieuki, samozwańcze mądrale, uparły się, by postawić na swoim, a z nas zrobić durniów.
                                Nie oni pierwsi i pewnie nie ostatni. Takich jak oni pożerała historia, a my sobie trwamy.

Od pewnego czasu, zwłaszcza w internecie, obserwuję zmasowany, narastający atak wściekłych , wręcz zfuriowanych, ateistów (tudzież racjonalistów – co na jedno wychodzi). Jako człowiek wierzący, oczytany, tudzież nawet inteligentny, nie zamierzam oczywiście z nimi dyskutować – to jak kopanie się z koniem, ewentualnie próba trzaśnięcia obrotowymi drzwiami. Rzucając się dowodami na istnienie, lub nieistnienie Boga (i całej metafizyki, która się z tym wiąże), można stracić lata, rozum, szybko osiwieć i paść na zawał…

…a i tak się wróci do punktu wyjścia.
Lepiej odwiedzić bibliotekę i poczytać takiego chociażby Błażeja Pascala . Ale oczytanie jest raczej obce ateistom (no może poza Darwinem i klasykami ateizmu – typu Marx).
Bo ja nie o tym.
Nie o tym, że w Boga się po prostu wierzy, albo nie. I już. I wstrętna jest pogarda tych nibyoświeconych do tych nibyciemnych. Wstrętna i durna.
Ja o tym, że denne są ich argumenty, że istnieje to co widać (a co i rusz się okazuje, że jest coś, czego nie było widać!), denna ich pokręcona logika (?), która nakazuje akceptować tylko skromny kawałek tego świata. Ten dotykalny kawałeczek. Ja ich naprawdę żałuję! Naprawdę współczuję tym durniom, że tak sobie okroili świat, pozbawili się na ochotnika całego sensu (a nawet bezsensu!) i pędzą przez życie, niczym rozpędzona kula wystrzelona poza tarczę.
Plując na wszystkich dookoła i śmiejąc się niczym idiota z mędrca.

Co i rusz się gdzieś słyszy, jak to różni (medialni) geniusze wciskają młodym ludziom, że aby do czegoś dojść w życiu (teraz każdy musi do czegoś dojść – osiągnąć sukces, nawet jak to oznacza trwanie przy jakimś biurku, w jakimś biurze), to trzeba wytrwale pracować. Ciężko, mozolnie, jako ta lokomotywa, a na pewno będą na nas czekały zawodowe delicje!

                              Gówno prawda!
                              Jeśli chcesz osiągnąć prawdziwy sukces (nie taki – awans zza jednego biurka na za drugie), to:
  • Musisz mieć dobry, orginalny pomysł.
  • Musisz mieć szczęście.
  • Fakt – pracowitość i upór też się przyda
  • Spryt i inteligencja są bezwzględnie wymagane!
  • W kraju naszym zdegenerowanym dochodzą jeszcze znajomości, koneksje rodzinne i inne takie.

                              Bo to jest tak, że widzimy, znamy tylko tych, którym się udało. Tych, którzy zatyrali się i nic nie osiągneli, jest parokrotnie więcej! To jak z tymi pomiotami peerelu, co to patrzyli na stuletniego staruszka: co to przeszedł trzy wojny, pięć łagrów i osiem obozów koncentracyjnych i ani razu nie chorował, miał wszystkie zęby, chodził prosto i miał jasny umysł, itd. No i te powojenne dekle wyciągały stąd wniosek, że to bylo CAŁE, niezniszczalne, przedwojenne pokolenie, a nie takie chuchra jak teraz.
                              Niedouki i ignoranci zapominali, że przeżywał jeden na milion. Właśnie ten najzdrowszy, najsprytniejszy i z totalnym zapasem szczęścia…

Dziś dzień języka ojczystego, więc wspomnę po raz wtóry o polskich (?) , śpiewających artystach (?). A po prostu uczepię się ich znowuż. Otóż jakieś dwie trzecie dzisiejszych (ambitnych) śpiewających młodych ludzi śpiewa po angolsku. Od pierwszego utworu na płycie do ostatniego! Od pierwszej płyty! To nie jest jedynie polska przypadłość. To ogólnoświatowa zaraza. Rozumiem, że niektórym wykonawcom to rzeczywiście pasuje i ma sens. Boli mnie jednak tłumaczenie tej reszty matołów, bez szans na karierę, że angielski jest lepszy do śpiewania! Zdolny artysta zaśpiewa po kałmucku, w paszto, lub po chińsku. Polski, jako jeden z indoeuropejskich języków nadaje się do śpiewania całkiem dobrze. Ma inny rytm i brzmienie. Wymaga, owszem, większego talentu i trudu, ale się to opłaca.                              

Czemu? 
Czterdzieści milionów ludzi posługujących się nim, pragnie nucić po polsku i słuchać polskiego (najlepiej przeboju). Angielskimi pieśniami większość ludzi po prostu wymiotuje. Wszystko w nadmiarze robi się niestrawne, a śpiewanie przez rdzennego polaka po angielsku jest na ogół niestety śmieszne, a czasami wręcz żałosne (aczkolwiek nie zawsze!).
A że można dobrze po polsku? Przypomnijcie sobie o fali POLSKIEGO rocka z lat osiemdziesiątych. 
Tego się nigdy nie zapomni i te przeboje będą żywe zawsze.
                              PS Tacy Rumuni na przykład potrafili się wybić! I nie patrzmy na poziom utworu. Wpadło w ucho? To OK!
                                    O-ZONE

Brazylianie tradycyjnie, gdzieś tak w połowie lutego dostają pierdolca.

                           I zaczynają dęsić.
                           Wściekle, z pasją, zwierzęco wręcz.
                           Jest tylko jeden ludek, który z taką manią przebiera odnóżami: cyganie.
                           Przyznam szczerze, że jako prawdziwy mężczyzna – biały mężczyzna – taniec (jakikolwiek) uważam za atawistyczną, kretyńską, śmieszną i mało godną formę aktywności fizycznej. Ja wiem, że większość kobiet podczas tańca zostaje zalana hormonami szczęścia ze wzruszonej nagle przysadki mózgowej. Mnie to jednak nie rusza. Jedyny tolerowany przeze mnie styl tańca, to pogo.
                           A ostatki uczciłem hektolitrami browara, gramem ziela i utratą przytomności.

Do niedawna nie bylo wesoło. Tak zwyczajnie. Głupota i zepsucie wylewające się z mediów, socjalizm postępujący w kierunku komunizmu, ucisk ekonomiczny, itp. , ale to był proces powolny, przewidywalny, przygnębiający – owszem, lecz jeszcze szło jakoś żyć. Można było nawet mieć nadzieję. To co się dzieje obecnie, tutaj, w Polsce (ten pseudokryzys w EU i USA niezbyt mnie martwi), przyprawia mnie jednak o dreszcze!

                                    W tempie liniowo przyspieszonym staliśmy się krajem trzeciego świata. „Politycy” NIC nie robią dla „swojego” kraju. Oni służą (czy to EU, czy USA, czy Rosiiji). Oni są psami innych. Skundleli do reszty. Nie mamy własnych firm, produktów, jesteśmy tylko podwykonawcami wielkich, zachodnich koncernów (o ile się u nas rozkładają z produkcją). Ostatnia ostoja wolności, inteligencji i mądrości – czyli internet, stał się celem ataku dla mend z Tuskowej, pseudoliberalnej elity. Dobiorą się w końcu do niego i tak – jeśli nie dali rady pod hasłem pedofilii i piractwa, to wymyślą coś innego. Dla ludu ma być tylko otępiająca televizja! Unia jewropejska poważnie myśli o wprowadzeniu prohibicji!!! Lewaccy biurokraci, spod niebieskiej flagi z dwunastoma gwiazdeczkami, ciągle wyskakują z jakimiś durnymi pomysłami, a przy natężeniu ich głupoty zdrowy rozsądek zaczyna się uginać. W zamian za niszczenie podstaw naszej cywilizacji proponują nam pedalstwo i inne mroczne, postepowe rozwiązania. Są nam zabierane ostatnie grosze – wydawane potem na armię upierdliwych pasożyto/urzędasów. Przepisów jest już tyle, że nie można spokojnie postawić kroka na chodniku, nie łamiąc jakiegoś z nich! Zapomnijcie o broni palnej, miliony obywateli. Władza i policja ma was za takich durniów i imbecyli, że jest niemal pewna, że byście się nawzajem wystrzelali (a może się obawiają kul zmierzających w ich stronę?). 
                                 Jesteśmy niewolnikami: z kredytami zaciśniętymi na szyjach, poniżani i poganiani w pracy (o ile ktoś ją ma), pogardzanymi przez polityków, urzędników, policję i dziennikarzyny. Jesteśmy bydłem ściśniętym na łączce, ogrodzonym elektrycznym pastuchem. Jedyne co nam przychodzi do rogatych łbów – to się nażreć, nadymać, wysrać, ewentualnie pobość z innym bydlątkiem.
                                I nikt nie chce się wyrwać z tej oślej łączki. Bo TU jest normalnie.
                                A panowie pastuszkowie odpoczywają w zagrodzie, w dostatku i radości…

Jak łatwo się domyślić, jestem absolutnym przeciwnikiem tego słodkiego i mdłego niczym cukrzyca „święta”. Zresztą jest to „święto” naturalne niczym dzień kobiet, czy inne dziwne, często postepowe, częściej śmieszne dni. 

Trzeba jednak zauważyć, że szału w Polsce to „święto” nie robi zbytniego! Po pierwszym zachłyśnięciu na początku lat 90 , przyszło niejakie otrzeźwienie. Polacy nie mają tak zrypanej mentalności, jak anglosasi. Oczywiście kategoria tępych nastolatek, nie daruje swoim słodkim chlopakom, gdy ci nie obdarują ich czymś różowym i badziewnym. Durnie będą się wyradzali zawsze już chyba, ale można mieć nadzieję, że nieco zmądrzeją z wiekiem. Innym problemem są sklepy i twórcy „miłosnego” badziewia, dla których to są dni żniw po suchym okresie pobożonarodzeniowym. Oni nie darują nam już nigdy i dla zysku będą to „miłosne” straszydełko podtrzymywali już chyba na wieki wieków (bez – amen). 

  • RSS