typnegatyvny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2012

Mataczenie

Brak komentarzy

Dziennikarzyny, „artyści” i politycy bezczelnie ignorują obecne protesty: że to gówniażerka się wyżywa, że to piraci walczą o możliwość legalnego złodziejstwa, że są ogólnie wkurzeni i chcą tylko zrobić zadymę i tym podobne tłumaczenia. Jak już pisałem, piractwo jest tylko ładnym pretekstem do wykończenia wolności w internecie, a dokładnie do jego zablokowania. Nikt już nie wspomina o tym niebezpiecznym paragrafie, według którego, niczym w „Procesie” Kafki, do twego mieszkania mogą wpaść smutni ludzie w ciemnych garniturach, zabrać ci komputer i ciebie do aresztu. Bez podania przyczyn.

                        Co do praw autorskich, będzie tak jak teraz z teledyskami na You Tube. Pamiętam przelom lat 80/90, kiedy to zaczęto odbierać w Polsce MTV. Wtedy internet nie był potrzebny. Stacja była wręcz kultowa i pełna wszelakiej muzyki (za darmo oczywiście!). Bo te teledyski napędzały koniunkturę. Ludzie widząc i słysząc pojedyńcze utwory, pragnęli posiadać całą płytę. Normalka. Tak bylo do 1995 roku, kiedy to menadżerowie owej stacji zakodowali ją i zaczęli pobierać za nią opłaty – tym samym ja wykańczając.
                        Teraz obejrzenie porządnego, orginalnego teledysku w necie graniczy z cudem! A to się zburzy jakiś techniczny, operator, muzyk, itd i video zostaje zablokowane do wyjaśnienia sprawy. Czyli na wieki. Zazwyczaj chodzi o groszę i urażoną dumę.
Gdy wejdzie w zycie ACTA, blokowane na podstawie pierdół będzie wszystko!
                        O to chodzi w tym oburzeniu!
                        W genialny sposób, ludzie sami sparaliżują to niezależne medium! A władza (ponad/narodowa) będzie się tylko śmiać…

Czyli: prawda was wyzwoli. W tym momencie nawet przestał dzialać inny cytat: prawda nigdy nie tryumfuje, wymierają tylko jej przeciwnicy. Wygląda, jakby zaczęła tryumfować. Coś się ruszyło w kwestii prawdy. Teraz już nikt nie zaufa rządzącym, tudzież ich mediom. Czara się przelała. Już nikt nie ufa bankom, ekonomistom, menadżerom i specom od wielkich funduszy. Jakby klapki opadały z oczu ogłupianego ludu.

                        Jeszcze by wypadało teraz przestać oszukiwać się nawzajem i siebie samego.
                        Bo pełno tego dookola! 
                        ”Kocham cię” – to skąd tyle zdrad i rozwodów?
                        ”Szanuję cię” – to czemu się czuję jak szmata?
                        ”Doceniam cię” – to czemu mnie wykorzystujesz?
                        ”Jesteś dla mnie ważny” – aha, mam ci coś podżyrować?
                        ”Jestem bogaty i ustatkowany” – jasne, na życiowym kredycie.
                        ”Jestem wolny” –  jestem nędznym robakiem toczącym swoją kulkę łajna.
                        ”Jestem szczęśliwy” – godzinę tygodniowo, podczas dobrego snu.
                        ”Jestem spełniony” – podczas masturbacji…

Czyli jeszcze o ACTA.

Przez kraj przetoczyło się oburzenie, przewaliły się demonstracje (calkiem liczne), gdzieniegdzie doszło nawet do zamieszek.
I co?
I nic!
Dzisiaj rano polska ambasador podpisala ową umowę . Premier Tusk obraził się na lud i orzekł, że nie da się zaszantażować (?!) motłochowi, więc twardo nie uległ. Tyle, że protest i powszechne oburzenie są czymś całkiem naturalnym, a ów Donald zachował się w tym momencie niczym car, czy cesarz, co to lud (tudzież swoich wyborców) ma głęboko w dupie.
Bo, jak widać, ma.
A reszta tego chamskiego bydła, z cyrku na Wiejskiej? Całe to zamieszanie obnażyło ich kompletną ignorancję i niekompetencję. Nagle się okazało, że większość p(osłów) nie ma zielonego pojęcia, za czym głosuje (nawet europ(osłowie!))!
Najważniejszy jest głos ich partii i ich diety (tudzież eurodiety). Wyborca, człowiek, obywatel, liczy się tylko jednego dnia, raz na parę lat – gdy stawia krzyżyk przy urnie. A głosowania parlamentarzystów (bez czytania tychże) są często wyrazem przekory wobec aktualnej „opozycji”.
Jak w przedszkolu. Zgraja rozbawionych i zajętych TYLKO sobą starszaków.
A społeczeństwo?
Jest rozproszone. Nie ma wspólnej idei, niezbednej do walki z tym bizantyjskim systemem. Nie ma przywódcy i nie ma energii na dłuższy opór (większość nie ma nawet chęci nawet na chwilowy). Może się zorganizować tylko na krótko, w radykalnych wypadkach – jak ten. ONI o tym wiedzą – więc szaleją.
W tym momencie, po latach, zacząłem doceniać ruch „Solidarność” i Lecha Wałęsę (ps. Bolek). Coby nie mówić, każdy w peerelu, kojarzył automatycznie ów związek i jego przywódcę z walką z komuną (jakie by oni tam aktualnie hasła nie głosili). A to już wystarczyło do złączenia i zmobilizowania narodu.
Teraz tego mocno brak.

Jak już wspomnialem, pogromcy wolności w internecie są pełni „dobrych” intencji! Poprzednio chcieli założyć podobny kaganiec w związku z dziecięcą pornografią i pedofilią. Nie wiadomo, co wymyślą następnym razem (a próbować będą do skutku – ONI nie mogą tolerować wolnego słowa – nigdzie!) ? Teraz pretextem jest ochrona wlasności intelektualnej i walka z piractwem, co w praktyce oznacza, że za byle niedociagnięcie (muzyka w tle, cytat, itp) grozić będzie nagłe, totalne, bezprawne i nieodwołalne odcięcie od sieci!

                           A co z piractwem? Ja na ten przykład nie lubię kupować kota w worku i płacić za coś, co mi nie odpowiada, dlatego zawsze lubię zapoznać się przed kupnem xiążki, czy płyty, z twórczością autora, zespołu. Przed pójściem do kina, też wolę sprawdzić, czy nie pójdę na jakąś kolejną, holyłódzką, durną chałę, wyprodukowaną za ogromne pieniądze, w celu wyciągnięcia jeszcze wiekszej ilości pieniędzy.
                           A teraz za wszystko będzie trzeba płacić, co paradoxalnie wykończy już i tak ledwo zipiącą kulturę. Staniemy sie bezmyślnym bydłem przyklejonym do televizora i propagandy z niego wyciekającej.
                           Oby do tego nie doszło…

Siłą rzeczy muszę się odnieść do planów ujarzmienia internetu – ostatniej już chyba ostoi wolnego słowa i wolności w ogóle. Jak wejdzie w życie ta ACTA , to pewnie ja też przestanę się tu produkować (ktokolwiek to czyta) i wszyscy wtedy zasiądziemy przed televizorami, chłonąc bezmyślnie to, co nam będą chcieli podać Panowie z samej góry.

                        Co i rusz „dobrzy” politycy wyskakują z nałożeniem kagańca na internet. Ten wspanialy Hyde Park , obłudnego, zniewolonego, nowoczesnego świata, jest im nieustannie solą w oku. Pełni „dobrych” intencji (a to walka z pedofilią, a to z piractwem, a to zapewne niedługo z czymkolwiek) chcą to wymykające się im z rąk medium kontrolować, a najlepiej wyłączyć. 
                        Wtedy pozostanie nam już tylko rozrzucanie ulotek – jak w stanie wojennym.
                        Oni się nie poddadzą! Nigdy! Ciągle będą wymyślali coś nowego, byleby zamknąć usta prawdzie. Musimy być czujni teraz i zawsze! Bo pozostanie nam tylko wegetacja pod Ich batem i w Ich oborze.

Adam Mickiewicz. Święty i nietykalny starszego pokolenia. Kolo ekranizowany na pohybel uczniom szkół wszelakich, tudzież wałkowany do obrzydzenia tamdzież. Pomijam fakt, że większość starej literatury stała się nagle tak anachroniczna, że po prostu nie idzie jej czytać – zeszła do podziemii historii.  Pomijam też moje poglądy co do romantyzmu – uważam to za taki szajs w historii pisarstwa, jak disco (polo) w muzyce.

                           Jedno mnie z tym Mickiewiczem dziwi: są jakieś takie yntelygencko/medialne kręgi, co to go co i rusz chcą wypromować za granicą. Za granicą go znają głównie na Białorusi, trochę na Litwie i Ukrainie i nieco w Rosji. I tyle. I dalej to nie ruszy. Za żadne skarby świata! W Polsce też by już odszedł w niepamięć, jedynie go podtrzymuje system edukacyjny i stare pokolenie from peerel, co to ma się za jakichś arystokratów myśli i obyczajów, a tak naprawdę jest stertą buraków żywota i zrypanych czasów ( o czym co i rusz wspominam).

Jak kiedyś wspomniałem, dość dużo słucham radia, równie często korzystam z internetu i z rzadka oglądam televizornie (a wiadomości w niej wręcz unikam!). Wiadomości w radiu nie sposób raczej uniknąć, więc tą drogą głównie dociera do mnie prawie dzień w dzień komunikat o notowaniach agencji ratingowych . Że albo podwyższają, albo obniżają.

                           Praktycznie dzień w dzień! Do porzygania!
                           No ale ja wcześniej nic o takich agencjach i ich notowaniach nie słyszałem!
A trochę już żyję na tym absurdalnym świecie. Teraz słyszę o tych agencjach i wynikach ich pracy (?) praktycznie codziennie! Jakby to były obecnie najważniejsze instytucje świata!
                           Naprawdę, jakby mediom zależało na podtrzymywaniu paniki związanej z tym sztucznie wykreowanym kryzysem.

Dziewiętnasty wiek kojarzy się ludziom z wyzyskiem, biedą, dramatycznym poziomem życia, itp. Wielkimi fabrykami kierowali otyli burżuje z cygarami w paszczy, a wychudzeni robotnicy zasuwali całymi dniami w pocie czoła. Tak nam się to widzi. Propaganda socjalizmu w tej kwestii osiągnęła pełny sukces. 

Ale wystarczy rozejrzeć się dookoła, szczególnie w rejonach wówczas przemysłowych (jak np. Śląsk, czy Łódź), żeby stwierdzić, że coś jest nie tak. Wszędzie, w większych miastach, od Paryża do Warszawy, właściciele fabryk budowali kamienice dla swoich pracowników. Niewyszukane, proste, lecz pojemne i zabudowywano nimi całe kwartały w pobliżu fabryk. Znaczy, im zależało na wiernym pracowniku. Podchodzili do nich po ludzku. Chcieli ich mieć w swoich fabrykach. 
W przeciwieństwie do pięknego socjalizmu (etatystycznego), w którym żyjemy obecnie.
Czy ktoś sobie dziś wyobraża, przedsiębiorstwo stawiające domy swoim pracownikom?! Ewentualnie, właściciele rozrzuconych po świecie hal produkcyjnych, mogą wynająć jakąś chatę swoim sługom (menadżerom, dyrektorom i im podobnym). Reszta pracowników tych ponadnarodowych firm, jest wymienna i krótkotrwała, jak sprzęt który tam produkują. Dostają minimalne pieniądze, maxymalne normy do wyrobienia, śmieciowe umowy i nic więcej. Są mniej warci, niż maszyny tam się znajdujace. Zastąpienie ich bezrobotnym, czekającym pod bramą, jest kwestią chwili. Wynajem mieszkania dla takiego pracownika, to koszt całej jego pensji, a durnie jeszcze biorą pożyczki i budują sobie domy! 
Które potem i tak zabierze bank…

Nowoczesna psychologia kładzie wielki nacisk na uświadomienie sobie problemu, wyciśnięcie go z siebie i zwalczenie/zaakceptowanie, dla dalszego, spokojnego życia.   

Czyli po babsku: wypłakać się i oczyścić (co i tak nie przeszkodzi ci być dalej popierdolonym).
Ja, tradycyjnie, reprezentuję rosyjską szkołę psychologiczną: problem trzeba zalać i zapomnieć o nim, ewentualnie, gdy jest w zasięgu, to trza mu dać w ryja. 
Nic tak nie poprawia nastroju, jak wysłanie problemu w kosmos.

Czyli czemu o Owsiaku i jego akcji można mówić tylko dobrze (taka dziwna, nowoczesna przypadłość – jak w przypadku żydów, pedałów i feminazistek)?

                              1) Czyni dobro, ratując (głównie) dzieciaki. 
                                  Dobro jest dziś magicznym słowem – kluczem, jak: demokracja, miłość i tolerancja. Kluczem zamykającym wszelakie dyskusje, a nie otwierającym jakieś drzwi – tak dla jasności. A Owsiak z tą jego orkiestrą, ratują głównie chorą „służbę zdrowia” i jeszcze bardziej chory system, w której ona funkcjonuje. Może najlepiej to wyjaśnię przykładem: to jak dawanie pieniędzy ojcowi na dzieci. Ojcowi alkoholikowi. Może i część tych pieniędzy pójdzie na jedzenie, ale reszta na chlanie. Zresztą miałem w zeszłym roku, dosłowny przykład takiego „samotnego” ojca, piętro niżej. Nie zamierzał brać się do roboty, a każdy dzień otrzymania dotacji od państwa był dla niego dniem imprezy. Co dziwne, dzieci nie wyglądały na wychudzone. Tyle, że cała okolica miała ich już dość.
                              2) Dzięki niemu głośno (?) w świecie o Polsce. 
                                  Też hasło magiczne. Nie ważne, kim jesteś i jaki absurd propagujesz! Domeną polskiego, zakomplexionego pokolenia peerelu, jest sikanie w majdy na widok wszelkich oznak polskości, poza granicami kraju. Tudzież włażenie w dupsko każdemu, o kim coś słychać za granicą. To jest tak żenujące, jak niegdysiejszy program o nazwie: „Europa Da Się Lubić” i zespół „Mazowsze” .
                              3) No trzeba się udzielać w akcjach harytatywnych (patrz pnkt 1), nie można byc chytrym, co ci zależy wrzucić grosika do puszki?
                               Szczerze mówiąc, nie zależałoby mi. Wcale, a wcale. Sęk w tym, że żyję w chorym, socjalistycznym systemie, który zabiera mi gdzieś tak PRZYNAJMNIEJ połowę zarobionych przeze mnie pieniędzy (zarabiać zresztą też nie daje, bo niszczy miejsca pracy).  Niektórzy mówią nawet o 80 %, ale połowa, to absolutne minimum. Tak więc z czystym sumieniem nic nikomu nie daję, a wręcz z radością biorę, co mi dają.
                              I może o to im chodzi? By ci serdeczni, a durni spłukali się do reszty, a mądrzy oziębli do cna?
                              
                              PS Najgorsze, że pamiętam Owsiaka, jako redaktora, który w latach 90ch zrobił baaardzo dużo dobrego dla rockendrolla w Polsce. Ale Michnik też był kiedyś bohaterem, a Jaruzelski dzielnym wojakiem. Granica z ciemną mocą jest naprawdę cienka. ;)

  • RSS