typnegatyvny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2011

Dziwne…

Brak komentarzy

…że ateiści w większości (a juz przynajmniej często/gęsto w necie) spoglądają na wierzących (a już tradycyjnie najbardziej na katolików) z taką dziwną mieszaniną pogardy i wściekłosści.

               Przypominają tańczące dziecko w płonącej stodole. Gdy reszta mieszkańców poszła się beztrosko bawić na festynie.

Przyjęło się zostawiać przy kolacji jedno puste nakrycie. Ot taka tradycja. Nie wiem czemu (ale coś mi mówi, że to wpływ peerelu i jego debilnych mediów) utarło się, że to nakrycie jest dla jakiegoś tam włóczęgi, co to znienacka nawiedzi nasze domostwo, by się nażreć i napić i nie można mu za nic odmówić!

                        Nic bardziej mylnego!
                        To tradycja chyba ostro przedchrześcijańska i stara jako naczynia, stoły i domostwa! 
                        Te puste nakrycie jest dla nieobecnych (bliskich nieobecnych) i zmarłych. Symbolicznie dla zmarłych (w sumie to też forma nieobecności). Takie było znaczenie tego miejsca pierwotnie, więc sadzanie w to miejsce jakichś namolnych darmozjadów raczej mija się z celem.

…a zwłaszcza w juesej. Coś mi się wydaję, że (głównie za sprawą ogłupiających mediów) święta mijają tam pod totalną okupacją tego spasłego, czerwonego krasnala, tudzież głupawych melodyjek w stylu dżingo bels, lowe santa klaus, itp. Przechodzi to niestety już do nas. Komercha i ta mdła słodycz zaczyna nas powoli pożerać.

                     Z drugiej strony , na naszym podwórku, można zauważyć, że najbardziej te święta przeżywają kobiety.
                     Jak wesela.
                     Dla większości facetów, to nic aż tak szczególnego. Kobiety przeżywaja to ponad miarę.
                     Jak dzieci.
                     Lubią tańczyć, lubią te śmieszne ceremonie (koniecznie trza się wzruszyć!), to nic że na weselu się pochleją na koniec samce – ważne, że ślub był piekny! I dostaja skurczu macicy widzą rodzinkę przy wigilijnym stole.
                     Ot, całe baby.

Z przerażeniem obserwuję, jak (szczególnie wśród kobiet) narasta, chore wręcz przywiązanie do zwierząt. Zwłaszcza psów. Spanie z nimi w jednym łóżku uchodzi już za normę. Cholera wie, co one jeszcze z nimi robią!? A jak słucham, jakie te psy mądre, jakie pojętne, jakie fajne charaktery mają, jakie to itp, to mnie skręca!

                          Przecież to bydlątka. W dodatku o stopień głupsze od takich na przykład kotów. Kot raz kopnięty, nie zapomni tego do końca życia – pies da się zamaltretować swojemu właścicielowi. Ewentualnie sam zagryzie mu pół rodziny (zwłaszcza małe dzieci, kaleki i starców).
                          Zawsze, gdy słyszę opowiastki wniebowziętych właścicielek tych zwierząt, to przypomina mi się ten jajcarz: Zapatero .
Kolo, w szczytowym swoim szale zmieniania świata, chciał nadać małpom prawa ludzkie. Ktoś przytomnie zauważył, że to działa też w drugą stronę – to sprowadzenie ludzi do poziomu małp.
                           A właścicielki piesków same się zprowadzają do ich poziomu.
                           Czyli bydła.
                           Bo do nas należy planeta i my jesteśmy koroną stworzenia!
                           A miejsce psa od wieków było w budzie.

Największym osiągnięciem szatana jest wmówienie ludziom, że on sam nie istnieje.

                        Tudzież szczytowym majstersztykiem wąskiej grupy (spiskowców), kręcących tym oszalałym światem, jest totalne ośmieszenie teorii spiskowych i ich propagatorów.
                        Chcesz uchodzić za normalnego (już nie pytam, czy nie chcesz zostać wykluczony z kręgu elyt), to nie mów nic o spiskach, szatanie, tudzież za poważnie nie mów o Bogu, a juz na pewno nie wspominaj o Chrystusie…

Z rzadka korzystam z kolei. Dziś był taki moment. Krótki zasadniczo: z Tczewa do Malborka i z powrotem. Pogoda nie najweselsza, temperatura blisko zera (od plusa strony), ale idzie wytrzymać. Dopóki nie wsiądzie się do wagonu…

                  Nie wiem, co w czaszkach mają te kolejarskie darmozjady, ale od kiedy podróżuję koleją, zwłaszcza w jesienną porę, zawsze pamiętam te ogrzewanie odkręcone na full. Ewentualnie kompletnie zakręcone. Zawsze tylko dwie opcje! Z wyróżnieniem tej gorącej. Tak więc w jedna stronę jechałem sauną, a wracałem lodówką. A to były w miarę nowę składy (w obydwie strony) – tak więc raczej powininy posiadać jakieś regulatory temperatury. Opcja jest jedna: maszyniści, konduktorzy i inne mendy obsługujące pociągi, to skończone debile, w dodatku głeboko wypięte na przewożonych przez nich pasażerów. Mogą się wypinać, bo sponsoruje ich państwo (czyli między innymi ja), a przed tym szalonym Euro 2012 , także Unia Europejska.
                    Pomijam już to, że pociąg na dystansie parunastu kilometrów, krótkobieżny, miał opóźnienie 20 minut. Równie dobrze, taki jebany konduktorzyna, maszynista, czy inna kolejarska menda mogłaby mi się odeszczać na nogawkę, zaśmiać w twarz i zażądać biletu…
                     Ale przynajmniej dworce odnowili (odnawiają) i się człowiek już nie czuje, jak w zapuszczonym szalecie (ale może to kwestia czasu?)…

Nieraz odnoszę wrażenie, że ten świat, to puzzle składane w całość przez złego. Sęk w tym, że ciągle ktoś podmienia mu elementy i wsypuje swoje, dodatkowe…

Prymitywne, stare ludki from peerel, zasadniczo wybierają dwie strony kupy, zwanej mediami (znaczy telewizorni) i liżą ją z lubością: radio trwam (to te na krawędzi cmentarza, co to wolności nie zaznali – bo zmacerowani w komunie), tudzież szkło kontaktowe – bezsensowną, na siłę śmieszną, drętwą audycję z manierą eutelegencką. Prostaki, z czerwonym cementem wlanym im w czaszki za peerelu, silą się na pozorowanie myślących ludzi. Są żałośni, jak te szkło i ten kontakt…

                           PS Na pocieszenie coś na trwam:

Media wciąż bełkoczą o demokracji. Pozdejmowano krzyże ze ścian, pozbyto się Boga, za to demokrację wręcz się kultywuje! Demokracja to, demokracja tamto, w imię demokracji poginęło przez ostatnie paredziesiąt lat paredziesiąt milionów ludzi. Ot tak, ale na demokrację nie można powiedzieć złego słowa, o demokracji sie nie dyskutuje, a tak w ogóle, to może nie jest najlepsza, ale nie wymyślono nic lepszego (podobno). 

                             Otóż wydaje mi się, że wymyślono, a nawet jakby nie, to co za problem opracować jakiś trzymający się kupy, logiczny i niegroźny system? Ściemnianie i lenistwo: ta nibydemokracja mocno pasuje politykom, urzędasom i ponadnarodowym koncernom. Ogólnie chodzi o kasę.
                              Druga sprawa: ruszył temat kary smierci. Lewacy oczywiście zapłakani, gdy ma się zlikwidować byt doczesny mordercy, ale ciekawi mnie, że żaden ze zwolenników tej kary nie powiedział wprost: trzeba ukarać mordercę! Jako, że jego ofiara nie żyje, to jedyną, logiczną karą jest wysłanie go do niej – na tamten świat.
                              Tyle, że w tamten świat trzeba wierzyć, a to obecnie jest passe.
                              Po trzecie: przeciwnicy rozwijającego się pedalstwa nie mówią wprost, że to chore, zboczone i naruszające nasze, europejskie tabu (tudzież jeden ze sposobów na zrujnowanie tak pięknej ongiś cywilizacji). Oni coś bełkoczą o nieposiadaniu przez pedryli dzieci (ale bezpłodność wśród normalnych par już jest porażająco duża!).
                              Zło się głaszcze po rogatej główce.
                              Zamiast z nim walczyć wszelkimi, dostępnymi środkami.
                              Najprościej zwykłą prawdą…

Gdy usłyszałem o sztuce: „Monologi Waginy” , pomyślałem, że głupota ludzka sięgnęła sufitu, gdy zobaczyłem w telewizorni zachwyconą ową sztuką euteligeucje, drobne przestały mi się zgadzać w kieszeni. Chociaż nie dziwie się jakiejś feminizistce gadającej ze swoją pochwą – w końcu to integralna część każdej, postępowej kobiety. Śmiałem się wtedy, że jakby facet napisał coś w stylu: gadam ze swoim przyrodzeniem, zrobiliby z niego zboka i idiotę.

                              Moja skromna wyobraźnia nie doceniła jednak galopującego debilizmu „artystów”.
                              Wczoraj ze zdumieniem zobaczyłem, że powstała kolejna, postępowa sztuka, zrobiona tym razem przez faceta, o wielce intrygującym tytule: „Dialogi Penisa” !!! W dodatku part tu! 
                              Czekam teraz na: wspomnienia zużytej podpaski, głębie bytu hemoroidów, przemyślenia zielonej flegmy, czy spostrzerzenia miodu z uszu. I coś mi mówi, że się niestety doczekam…
                              Swoją drogą kiedyś ktoś w Polsce napisał opowiadanie „Śwulnia” , o życiu owsików w wiejskim wychodku, ale to byla typowa prowokacja, a nie owijanie gówna w artystyczne i euteligenckie złotko…

  • RSS