typnegatyvny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2011

Jestem maniakalnym uzytkownikiem rowera. Jedyne co mnie może zatrzymać, to: głęboki śnieg, intensywne deszcze i piździawa (a ostatnio, tu, na Pomorzu, piździło niemiłosiernie!). W ogóle, zwłaszcza na czas jesienny, w strefie nadmorskiej, wiatr jest normą. Dwa lata temu wypuściłem się za miasto rowerem na sylwestra. Było w pytę. Mimo, że mroźno.

                              Tak! Jeżdżę po pijaku/na kacu. Zawsze w moich wyprawach raczę się browarem. Nie mam bidonu – zawsze szukam sklepu. Jak widać, ciągle żyję! Innych też nie skrzywdziłem.
                              I dużo widziałem. W przeciwieństwie do tych pozerów, co to popylają z kijkami bez nart (dziwnie, to starsi na ogół ludziska, co to raczej nie powinni się zbyt intensywnie ruszać?), lub co biegaja (ale po co, gdzie i dlaczego?!).
                              Cyklistwo ma jeden, wielki plus: jesteś mobilny, jesteś sprawny, możesz walnąć browara (jeszcze mi się raczej nie zdarzyło, bym jechał o suchym ryju – tudzież, żeby mnie policaj zatrzymywało – może mam jakiś szósty, pijacki zmysł?).
Cyklistwo cię rozwija, bo zawsze jedziesz skądś – dokądś, podziwiasz okoliczności przyrody, no i czujesz się wolny – jak każdy jeździec.

Czym się różni lewak od socjalisty? 

                           Ano socjalista, to idiota wierzący, że zabierając uczciwym i pracowitym, a dając leniwym i cwanym, czyni dobro. Socjalista jest też przekonany, że lud ciemny, pozbawiony opieki (ucisku) państwa, zginie wnet, lub się sam pozabija. On w to wierzy.
                           A lewak? Lewak to syty leń, żyjący utopijnymi marzeniami o raju na ziemii (miejscami dość dziwnym).      
                           Przy czym on sam ma się za boga, a prostych ludzi za robaki.
                           

… czyli słynne: „Arbeit macht frei”. Podobne napisy wisiały nad łagrami rosyjskimi (coś w stylu: praca prowadzi do szczęścia, itp.). Jak wiadomo w miejscach tych zginęły miliony ludzi ( w łagrach nawet dziesiątki milionów!). Cały system ludobójstwa XX wieku opierał się na kulcie pracy. Robić! Robić! I się cieszyć z robienia roboty! Robota ponad wszystko! W czasach peerelu, nawet po robocie, w weekendy, człowiek miał robić czyny społeczne – bo to był „człowiek pracy”.

A teraz?
W większości przypadków, tym, czym jesteś, określa cię to, co robisz. Zamknięte klany nowej arystokracji, robiące minimum i żyjące na koszt państwa (czyli nas), to: systemowy biznes, urzędasy, palestra, nauczyciele, kolejarze , górnicy i inne pasożyty. Ci sprawni i sprytni urywają sobie ręce i robią po 25 godzin dziennie (wcześniej wstają o godzinę), by osiągnąć poziom tej klasy próżniaczej. 
Reszta wegetuje. Mimo, że też ciężko zapierdala.
Czyli mamy trzeci, czerwony świat, dla niepoznaki pomalowany na różowo. I niewolników w pokorze go tworzących.

Peerelusy, to ludziska urodzeni tuż po wojnie, wychowani w czerwonym  mule, zachowujący się jak muły. Szczęście mają ci młodzi, co mają ich tylko za dziadków, lub innych staruchów. Dla mnie to jednak pokolenie rodziców i ich równolatków, stąd mam ich niejako od urodzenia na widoku. 

                              I nie jest/nie był to widok piękny…
                              Pomijam te dawne, schizowe czasy, gdzie chlano na potęgę, gównianej jakości, ciepłą wódę. Bawiono się bez muzy, żyło się bez sensu. Patrzę na dziś, na to odchodzące, stracone pokolenie i chce mi się wyć! Uzależnieni od tivi i radiów (czy to tefauen, trwam, bzdet, czy erefen), odporni na normalną muzykę i odporni na logikę i zdrowy rozsądek. Faceci z tego pokolenia w 90% nie potrafią się normalnie ubrać, kobiety w równym stopniu rozpoznawalne są po chujowych fryzurach (koniecznie krótkich i kręconych), co po równie chujowym wyglądzie (plecy stanowią ich caly tył ciała).
                              Bardziej mnie przeraża ich spojrzenie na świat (ten współczesny). Zasadniczo kobiet, bo ci speerelali faceci,  jakoś dziwnie mają na wszystko wywalone?, 
                              Tak więc babsztyle z tej czerwonej ciemności albo uważają, że jest git – bo wtedy tak nie było (tu się kłania tefauen), albo że ruja i poróbstwo (tu mohery). Co ich łączy, to szacunek dla pracy (to im wryli za młodu zdolni, młodzi komuniści). Także rób głupku, rób! Garb niech ci rośnie, ale pędź, wal, męcz się! Idź do sukcesu po trupach i z dupą wystawioną na rypanie, ale pracuj! To nic, że cię okrada państwo, że jesteś niewolnikiem systemu, ale pracuj!
                              No chyba, że dobrze ustawione, za tych czerwonych czasów, wapniaki załatwią ci jaką ciepłą posadkę: urzędasa/prawnika/biznesmena/itp…

W tych czasach, wszyscy starzy ludzie, pokolenie peerelu, siedzi z ryjem wlepionym w tivi, młodzi ryje mają wlepione w monitory i neta… Ja tivi oglądam zdawkowo, głównie przed snem, mordę też mam często/gęsto wklejoną w monitor, ale jedno medium mnie nie opuszcza – radio. Tego słucham najwięcej, w pracy, domu i zagrodzie (czy tam innej piwnicy). Radio jest niezobowiązujące. Można je słuchać i robić cokolwiek, nie trzeba skupiać na tym wzroku (jak na televizorni), czy tam nawet rąk (jak na komputnetowni). To niby prymitywne, pierwsze i najstarsze medium, nie musi się obawiać konkurencji.

                           No chyba że przejdziemy w fazę podłączonych do czegoś warzyw…

Zacznę od spaślaków: ktoś, kto twierdzi, że tyje, bo ma taką przemianę materii, itp., zwyczajnie kłamie, albo jest nadczłowiekiem. Żeby przytyć o kilogram, trzeba zjeść nieco ponad kilogram żarcia (nawet przy samym procesie jedzenia spala się kalorie, tak więc straty są już na wejściu). Takie są nieubłagane prawa fizyki i logiki. Jesteś otyły/a? Znaczy – wpierdalasz i się nie ruszasz! Koniec, kropka.

A dzieci? Dzieci niejadki. Pomijam to, że obecnie lata się nad każdym gówniarzem jak mucha nad gównem. Jak można biadolić, że dziecię nie chce jeść (no chyba, że chore) i na siłę mu wciskać żarło? Nie od dziś wiadomo, że nic tak nie zmusza do jedzenia, jak głód. Kręci smarkacz nosem? Niech kręci! Zgłodnieje, to przyjdzie na kolanach po suchy chleb i wodę :)
                                 PS
                                 A i zapomniałem! Próchnica! Nasze kochające matki zarażają nas nią niejako z miłości, oblizując między innymi nasze smoczki (chciałbym, doprawdy chciałbym, zobaczyć kiedyś,  jak dziecku z wózka wypada smoczek prosto w psią kupę, a mamusia oblizuje go dokładnie i wkłada mu z powrotem w buzię :). Obleśne? Dla mnie obleśne jest oblizywanie takich upadłych smoczków. Co nieco dziwne, chore i roznoszące choroby.

To mi wygląda na epidemię. Co jakaś artystka, dziennikarka, nawet prezenterka pogody, co się słyszy jakąś pół-, lub ćwierć- inteligentkę, głównie działaczki społeczne (wiadomo – lewackie), to wszędzie słychać te wkuhwiające ehhhr. Mówią, że to sexowne, taka wymowa litery „er” przez jaką fajną laskę.

Jasne! Mi się na dźwięk tego ehhhr penis chowa w podbrzusze razem z jądrami.
Żeby nie było – wielu dziennikarzy rodzaju męskiego też ma tą wadę wymowy. Ot najsłynniejsi papa z synalkiem:
Kydhryńscy. Phezenter i dziennikahz z identyczną wadą wymowy! Nawet nie potrafili wymówić poprawnie swojego nazwiska!!!
A kahiehe pozehzy zhobili…

Zawsze mnie zastanawiało, jaką radość można odczuwać, słuchając i oglądając jakiegoś tępego murzyna z hamerykańskich slamsów (czy tam innych gett)? Równie mocno mnie zastanawiało, jak można słuchać/lubić/oglądać równie tępego dresiarza z polskich blokowisk (typu np. Rychu Peja)? Chociaż to ostatnie co nieco rozumiałem, obserwując, ilu się kretynów kręci dookoła. O ile tych hamerykańskich przygłupów (dziwnie , notorycznie, czarnych?) rozumieli chyba tylko oni sami, o tyle z tego bełkotu,  polskiego hop – hipowca, coś szło zrozumieć. Takie bezproduktywne pieprzenie o jaraniu, nienawiści do psiarni i o tym, że jak coś ci się nie widzi, to wpierdol. O laskach i miłości wyglądało mi zawsze na sztucznie doklejone, bo dresy i kulturyści coś za mocno zawsze podpadali mi pod pedałów.

Tak! Pedryli!
Bo pedryl zachowuje się jak baba: reaguje emocjonalnie, agresywnie i bezmózgo.
A prawdziwy facet zawsze zachowuje zimną krew, myśli logicznie i stosuje się do zasad mężności (np. nie kopać leżącego).

Radedamy

Brak komentarzy

Czyli do Mekki hej pasterze!

                            Fanatyczne bydło kamieniuje szatana - czyli trwa ramadan. Muszą tam nasi podlejsi bracia ucałować jeszcze jakiś kamyk (w domyśle jeszcze mają w obowiązku urżnąć łeb niewiernemu i sponiewierać jakąś kobietę). Tak czczą swego allaha, nazywanego przez nich Bogiem.
                           Patrząc na ich dzikie, barbarzyńskie zachowania, jestem coraz bardziej pewny, że tak naprawde czczą diabła, a ten cały islam, ich swięta księga – koran (cholera wie, o co w niej chodzi?) i ci uposledzeni umysłowo fanatycy, to tak naprawdę wynalazek szatana. Zresztą, nawet by to pasowało: diabeł z definicji jest przeraźliwie inteligentny i przebiegły, a masa idiotów, wyznających go jako Boga, byłaby największym przekrętem w dziejach religii, najsprytniejszym jego osiągnięciem.

Tu i tam…

Brak komentarzy

Czasem warto się ruszyć spoza… Właśnie, spoza czego? Za czym siedzicie? Za biurkiem, portfelem, ekranem,dupą własnej żony?

                  Czasem warto ruszyć się tu i tam. Nawet na rozklekotanym składaku, z kapciowatą oponą, by z browcem w ręku, stojąc nad wodą, zobaczyć, jak czerwone słońce chowa się za zamglonym lasem, gdzieś w oddali…
                  Muszę tam wziąść (czy wziąć?) aparat, by w końcu pierdolnąć jaką suit – natura focie na tego bloga.

  • RSS