typnegatyvny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2011

…i muzealnie.

   Jak wiadomo Polacy umuzykalnieni są jak krowy na pastwisku! Spełnieniem muzycznym przeciętnego Polaka jest wiejskie wesele i powiatowa dyskoteka. Na gitary reaguje toto, jak owe bydło na elektrycznego pastucha. Ewentualnie jakiś bełkoczący hiphopolowiec może zająć uwagę tej trzody.
    Otóż od czego ten obornik zaczął spływać?
    Pamiętam jak dziś! Bo wiekowy jestem. Nawet nazwiskami sypnę!
   Połowa lat osiemdziesiątych, nastała odwilż, ludziska zaczęli handlować na chodnikach. Kasetami. Z muzyką głównie disco, nazwaną przez to muzyką chodnikową. Italo, kurwa jebana mać, disco!!!
   Tak! Od tego ten syf się zaczął!!!
   Italo disco!
   Równie dobrze można by promować balet tybetański, czy tajlandzkie przyśpiewki weselne!
   Kto to promował? Bogdan Fabiański i Marek Sierocki. Wyryłem se te nazwiska w pamięć. Ten ostatni do dziś tkwi w teleexpresie.
   Potem przyszła mafia wołomińska i pruszkowska i poszło jak w jednym filmie Woodego Allena. Postanowili uprać nadmiar pieniędzy, wydając kasety wiejskich, beztalenckich zespołów weselnych – ot pójdzie w straty, stary numer. Położy się to obok tego italo i spox.
   Sęk w tym, że to chwyciło!
   Zaczęło się disko polo.
   I już nic do dzisiaj nie jest normalne.
   Skończyła się rockowa rewolucja z przełomu lat 70/80.
   Zaczął się syf.
   Wyczulony jestem na, nie tyle słowa, co ich wymawianie, wymowę. W czasie transformacji lat 80-90 ubiegłego wieku modnym stało się słowo, zdrobnienie właściwie: „pieniążki”. Matulu! Jak mnie to wkurwiało! Było to wówczas tak powszechne, jak kierunek studiów: marketing i zarządzanie (wszyscy nagle zapragnęli czymś zarządzać – ciekawe co dziś robią?). Co dziwne, dziś już te „pieniążki” mnie tak nie rażą! Nie lubię tego zdrobnienia, ale nie dostaję już na jego dźwięk drgawek. Za to takie XIX wieczne wyrażenia jak: plenipotent, wapory, czy pugilares, zbliżają mnie nieuchronnie do epilepsji.
   No i amerykanizacja: te wszystkie sale – zamiast wyprzedaży, menadżerowie – zamiast kierowników i szefów, audyty – zamiast kontroli, i tak dalej i więcej! Brefingi, jebingi, srele, duperele. Temat rzeka! Bo to trendy i owędy.
   Konformizm zawsze mnie przerażał!
  

1/3 Polaków podobno mieszka w blokowiskach. Jak nadchodzą święta, mieszkanki owych habitatów (bo prawdziwi faceci natenczas opuszczają owe lokale pod byle pretekstem) dostają pierdolca. Tak – pierdolca! Zaczyna się megaodkurzanie, mycie i sprzątanie (przy okazji, brudnymi łapami robi się jakoweś żarło). Dobija mnie to świąteczne mycie okien! W megawieżowcach, na megaosiedlach, gdzie trudno zczaić, gdzie się samemu mieszka! Myją te okna, wypadają, łamią se ręce. No szał! Po to, żeby… No właśnie? Po co? Na co dzień nie myją okienek? Nie robią żarła? 

   Żarło to inny aspekt paranoi! Co jakie święta, czy długi weekend, matki owe Polki, żony dobre, ciotki, napierdalają w lodówy tyle żarcia, że pęcznieją drzwiczki i wysiadają agregaty! Duuużoooo! Musi być duuużooo!!! Jak ostatni atak na cukier. Brakowało, bo durnie wykupywali tonami!      
   Śmietniki po świętach, też zazwyczaj pękają w szwach.
   Pozostałość po peerelu, gdzie zapasy były podstawą przeżycia.
   Tak wiem, nadużywam tego peerelu, ale go jeszcze pamiętam i śmiem twierdzić, że cała śmieszność i żałosność owego polactwa ma korzenie właśnie tam. 45 lat głupoty i 20 lat naszego peerelu bis, wypłukało narodowi czaszki z potencjalnie twórczych mózgów…

Dzień xiendza

1 komentarz

Słowo „ksiądz”, nie przypadkiem pochodzi od słowa „książe”. Bo też większość księży jest jak owe książęta: mają monopol na prawdę, czuć ich wyższość nad motłochem, a im dalej w wieś, tym dalej się trzym od xiendza, bo jego autofellatio wyklucza z otoczenia całą, niegodną i głupawą trzodę! Nie, nie jestem antyklerykałem, jestem wierzący, lekko praktykujący (o tym później), ale jak widzę, kto okupuje wiejskie parafie, jak widzę tych pasterzy – pożal sie Boże! – gnębiących swą trzodę z wyżyn prawdy, to mnie woda święcona zalewa! Wyświęceni debile staczający kościół po równi pochyłej, w kraju, gdzie można było ochronić chrześcijaństwo! Zaprzepaścili wszystko, bo poczuli się równi Bogu! Namaszczeni, poczuli się nadludźmi, a ludzie się na nich coraz mocniej wypinają. I słusznie!!! Bo to te, elektryczne pastuchy, w czarnych habitach, sprzeniewierzyły się Bogu i trzodzie, której powinni przewodzić.

Tu nie odkryję niczego nowego:

   Żydzi – naród medialnie nietykalny! Oni mogą robić, co chcą – jakoś to zawsze, pokrętnie, wytłumaczą, a media kupią to bez zająknięcia! Każde napomknięcie o żydzie i Izraelu ociera się już o kryminał.
   Muzułmanie – ci, którzy nie boją się tych schizoli, są wyciszani przez tych, co ich się panicznie boją (lub zwyczajnych durni). W sumie to semici – jak żydzi, histeria też podobna. No i kompletne barbarzyństwo. Ulubiony sport: kamienowanie, zarzynanie, likwidowanie wszystkich innych. Wszystko w imię jakiejś pokręconej książki ( niestety czytałem i śmiech mnie tylko ogarnął).
   Ślązacy – przekonani o swojej wyjątkowości, że przez pomyłkę znaleźli się w tej w biednej i chamskiej Polsce, zapominają, ile ta biedna Polska do nich dopłaciła. I za cholerę nie pamiętają o przesunięciu granic przez Stalina! Zamiast Lwowa, mamy Ślunsk. Nikt się o nich w Polsce nie prosił, tak po prostu wyszło historycznie.
   Geje (znaczy pedalstwo ogólnie i pokrewne zboczenia) – ich to już trzeba kochać i już! To ale oficjalnie, w mediach, bo na ulicach, wsiach i osiedlach jest całkiem odwrotnie ( i słusznie!). Gej to wyzwisko. Jak można polubić coś, co się odgórnie nakazuje lubić?!!! Jak można polubić coś, przy czym strach się nachylać ?! Normalnie bym sobie tym marginesem nawet dupy (nomen omen!) nie zawracał, ale jak ściek już wyciekł, to trudno nie stwierdzić, że śmierdzi…

Pomnikomanija

1 komentarz

Nigdy nie zrozumiem stawiania pomników, czy nazywania czegokolwiek imieniem ŻYJĄCYCH jeszcze ludzi. Nawet jak to JP2. Za jego życia, stawiano już mu pomniki i nazywano ulice. Niewiele mógł przeciw temu zdziałać. Pomniki w większości wypadków, to niebywała szmira, uwłaczająca, co by nie mówić, zasłużonemu człowiekowi! 

   Albo lotnisko w Gdańsku: Lech Walesa Airport. I ten mondzioł jeszcze sam to odsłaniał!!! 
   Pozbyli się polskiej pisowni… Właściwie po co? Dla hamerykanów? Coby wpierdalacze hamburgerów się nie męczyli z czytaniem? Co prawda w imieniu i nazwisku nie mam typowo polskich liter, ale za takie uproszczenie bym się co najmniej wkurwił! Ale to Walesa – ten dziad borowy zawsze, przede wszystkim, pragnął sławy i uwielbienia. No chyba, że jako skurwiel Bolek pragnął zwykłego, peerelowskiego szmalu.
   Ostatnio w Świebodzinie postawili kalkę dżizasa z Rijo. Mogli postawić 1000 oryginalniejszych monumentów. Nie! To Polska! Tu się nikt nie wychyla! Tu się kopiuje!
   Dlatego zawsze będziemy zadupiem.

…bo w dziejach muzyki bywało jakże boleśnie! Z peerelu pamiętam parę tak absurdalnych kawalków, że na samo ich wspomnienie skręcają mi się jelita i brakuje drobnych w kieszeniach! Ta ponura kobieta z miękkim eu, zazwyczaj podczas występów stojąca na scenie, jak pod wpływem kwasów, ze wzrokiem wpatrzonym w sufit,  a w tym kawalku dodatkowo zawodząca coś o jakimś moście we Francji (tak, wiem, to K. Baczyński napisał, ale chyba nie o taką rozpierduchę mu chodziło!).  

   Sur le pont d Avignon
   Ja wiem… To wielka, utalentowana artystka, srutututu, pierdu pierdu, ale na sam dźwięk tej piosenki zaczynam dostawać białej gorączki! Rzygam taką kulturą!
   Lecz to nie wystarczyło! Musiał mnie dobić zespół o jakże niesamowitej nazwie: Skaldowie (zdaje się byli też trubadurzy?!). Ci mnie rozbili ostatecznie swym słynnym refrenem: „jampapampa”. Moja psychika uległa przez nich kompletnej rozwałce!
   Wtedy trendy było zasunąć coś z Francuza. Dziś się świruje amerykańsko. Różnicy w głupocie nie ma żadnej!
   Żeby nie było. Jest taki zespół: Wilcy. Podobno nawet rockendrolllowy ten ich Gawliński na co dzień! Sęk w tym, że jak tylko zaczyna śpiewać, zamienia się w patrona pedałów i ciot. To klasyczny przykład muzyka, który powinien być analfabetą, bo swoimi tekstami czyni tylko gwałt na inteligencji! Nie wierzycie? Oto cytat:
„Piękne, jak okręt pod pełnymi żaglami, jak konie w galopie…” – znacie? Bo ja żałuję, że znam!
   W takich momentach zazdroszczę głuchym i ślepym.

Przede wszystkim sorry za poprzedni post: przypisałem Lechowi Janerce słowa Kobranocki (tak to jest, jak się coś na „cyku” pisze). Myślałem o: „tu nie wolno głośno śmiać się…”. A napisałem, co napisałem…

   Co do takich wirtuozów pióra i instrumentów, u nas na szczęście pozytywnie mnie zaskoczyło w ostatnich latach Lao Che – duch w narodzie nie ginie. Za granicą też by się jeszcze sporo takich zdolnych, autochtonicznych, znalazło odszczepieńców. Chodzi o fale muzyczne, bo te już kompletnie przestały być widoczne.
   Najpierw poszli pod prąd hippisi: love, peace i inne gówna propagowane z całą mocą na studiach, po to, by w wieku 40 lat zamienić się w japiszonów. Nawet trochę fajnej muzy po nich zostało.
   Potem pankowa kontrrewolucja. Zmietli wszystko! Ciekawe, że duch w pankach zostaje na całe życie. Muzyka była prosta, jasna i nieprzyjemnie przyjemna.
   Ostatnim buntem, buntem wręcz ostatecznym, był Black Metal. Ci się byli sklonni pozabijać dla idei (polecam „Władców Chaosu”). Tudzież mniej więcej w tym samym czasie, po drugiej stronie oceanu explozja dużo bardziej komercyjnego grandżu.
   Jestem skłonny strawić jeszcze indie rocka, ale to wszystko zmierza nieuchronnie w strone prawdziwego mroku:
   W stronę Dody i Bibera. 
   Wolałem już disco polo – byli chociaż autentyczni w swej głupocie i zaliczali laski. 

Z pewnym rozbawieniem obserwuję kolejny kontratak oświeconych ateistów na religię, tudzież wycieranie sobie mord katolicyzmem (co ciekawe, nikt z oponentów chrześcijaństwa nie ma na tyle odwagi, by skrytykować islam – wiadomo, wizja urżniętego łba może przestraszyć). Obecnie trendy jest pogląd, że Bóg to takie opium dla mas (opium też jest teraz poza zasięgiem). Widać, że nikt nic nie czyta. Problem istnienia, lub nieistnienia Boga rozwiązał już w XVII wieku Blaise Pascal. Pokrótce stwierdził, że nie można udowodnić Jego istnienia, lub nieistnienia. Pozostaje tylko wiara (lub nieiwara). I już. 

   Każdy, kto od tego czasu rusza ten temat jest skończonym idiotą (niezależnie od opcji).    
   Można wierzyć i starać się przeciągnąć na swoją stronę niewiernych, można być ateistą i robić to samo. Ale KAŻDE kategoryczne stwierdzenie, że Bóg istnieje, lub Go nie ma jest oznaką wrodzonego debilizmu. 
   To tylko kwestia wiary, lub niedowiarstwa.
   I nikomu nie wolno się z tego śmiać! Jak rzekł ongiś Lech Janerka.

Mamy teraz babski świat. Przynajmniej ten nasz, nibycywilizowany. z północnej strefy.

   Nazwijcie mnie męską, szowinistyczną świnią, lub feministycznym knurem. Jedno jest pewne: tak to widzę i nikt mi tego nie zabierze!
   Bo wolność myślenia jest podstawą wolności.
   Kobity obecnie tylko wymagają! Chcą i żądają!  Tyle, że oprócz ciała dają coraz mniej… A ciało też głównie za pieniądze i jakoś tak bez zaangażowania (małżeństwo to w końcu też zawoalowana forma prostytucji!). Mąż przez nasze kobiety jest traktowany w większości jako tylko podajnik pieniędzy (bo penisa jakiegoś, zawsze można znaleźć poza tą „uświęconą” (?!) instytucją). Dziecko – urodzę jak będę chciała (ciekawe, że na żywe trzeba płacić alimenty, a w sprawie usunięcia płodu nikt się ojca nie pyta o zdanie!). Poza tym ,co mnie tam rozmnażanie! Ja będę robiła karierę! Ileż takich karierowiczek sieje tylko zamęt, intrygi i po prostu wkurwia uczciwych i spokojnych pracowników?! Domagają się równych wypłat? To niech robią tyle co faceci! Jakoś nie słyszałem nigdy o kobiecie: górniczce, czy spawarce (nawet głupio to brzmi!). 
   Faceci spokojnie ustąpili pola, ale one nie zrezygnowały ze starych przywilejów, a za to chcą już wszystkiego! I to brutalnie i chamsko. Nie wiem jak wy, ale ja już dawno przestałem być dżentelmeński i szarmancki. Bo dam już ni ma – są babsztyle.
   

  • RSS